FOTO - BLOG NIE TYLKO DLA ODKRYWCÓW ;-) LOKALNE CIEKAWOSTKI I historie z rejonu powiatu aleksandrowskiego i okolic Ciechocinka, Aleksandrowa Kuj., Nieszawy. Fotorelacje z podróży oraz inne rzeczy i osoby, które wzbudziły moje zainteresowanie a których być może nie wiedzieliście lub nie widzieliście. A może wiesz coś ciekawego i chcesz się tą wiedzą ze mną podzielić? Pozdrawiam czytelników i zapraszam do współpracy. Jerzy Głuchowski.
TAGI (szukasz postów powiązanych tematycznie tu je znajdziesz):
krajobraz
(203)
lokalne ciekawostki
(186)
reportaż
(159)
architektura
(112)
Aleksandrów Kuj.
(85)
Ciechocinek
(71)
fotografia uliczna
(59)
rekreacja
(44)
cmentarz
(30)
kapliczka
(29)
sport
(29)
lokalne historie
(26)
fotożart
(25)
góry
(23)
zamek
(23)
zwierzyniec
(21)
psiemyśli
(19)
rysunek
(19)
roślinki
(17)
Nieszawa
(16)
Tatry
(15)
bunkry
(15)
kyokushin
(14)
kościół
(12)
abstrakcja
(11)
konie
(11)
zbliżenia
(11)
domowe studio
(10)
ze szkicownika
(10)
moje pisanie
(8)
Toruń
(7)
sztuki walki
(7)
II Wojna Światowa
(6)
graffiti
(6)
smartfon
(6)
tani fitness
(4)
akt
(2)
latające urządzenia
(2)
portret
(2)
postać
(1)
wspomnienia
(1)
wtorek, 20 stycznia 2015
Nieistniejący kościół w Ciechocinku
(Publikacja na blogu – 20.01.2015 r.)
Według informacji ze strony http://web.diecezja.wloclawek.pl/parafia/ciechocinek/historia.html Parafii Ciechocińskiej, kontynuuje ona tradycje starej parafii w Słońsku nad Wisłą. Kościół znajdował się wtedy w rejonie dzisiejszej Warzelni Soli – ulica Solna. Jak się okazuje nie jest to tajemnicą. Miejsce po dawnym kościele jest oznaczone w terenie i opisane. Może przydałby się bardziej treściwy opis niż tylko pamiątkowa tablica. Tablica, która dość słabo rzuca się w oczy. Jak się okazuje stoi tam od 1998 r. Przyznam się, że dotychczas umknęła mojej uwadze. (Ups!) No cóż, nikt nie jest idealny.
Według informacji ze strony http://web.diecezja.wloclawek.pl/parafia/ciechocinek/historia.html Parafii Ciechocińskiej, kontynuuje ona tradycje starej parafii w Słońsku nad Wisłą. Kościół znajdował się wtedy w rejonie dzisiejszej Warzelni Soli – ulica Solna. Jak się okazuje nie jest to tajemnicą. Miejsce po dawnym kościele jest oznaczone w terenie i opisane. Może przydałby się bardziej treściwy opis niż tylko pamiątkowa tablica. Tablica, która dość słabo rzuca się w oczy. Jak się okazuje stoi tam od 1998 r. Przyznam się, że dotychczas umknęła mojej uwadze. (Ups!) No cóż, nikt nie jest idealny.
Z opisu wynika, że kościół w tym miejscu stał w latach 1489 – 1824. I to wszystko na razie. Niestety więcej informacji na ten temat nie posiadam. Poniżej mapa z Wikimapii.
wtorek, 13 stycznia 2015
Przystań na rzece Wiśle w Ciechocinku.
(Publikacja na blogu: 13.01.2015 r.)
Do brzegu pozostało jeszcze około 20 m. Łódka o wdzięcznej nazwie “nieszawka” żwawo cięła na skos pofalowaną powierzchnię wody. Była głęboka noc. Księżyc zupełnie nie widoczny a gwiazdy skryte za chmurami. Wprawne i mocne ręce mężczyzny trzymającego wiosła, zdradzały że to nie pierwsza taka podróż. Ktoś kto nie parał się na co dzień wodnym rzemiosłem, płynąłby wolniej, głośniej a łódź nie trzymałaby się tak dosłownie obranego kierunku. Tu było inaczej. Drugi mężczyzna nie wiosłował. Siedział w łodzi zgarbiony. Pochylał się nad sporym zawiniątkiem ściskanym kurczowo w rękach. Był młodszy od swojego towarzysza, ale na jego twarzy rysowało się napięcie sprawiające, że wydawał się starszy. Na lewym policzku od czasu do czasu gdy jego twarz rozbłysła bladą poświatą zza wysoko podniesionego kołnierza kurtki pojawiała się długa na prawie 15 cm. blizna. Ślad po cięciu nożem? Świadectwo jakiejś stoczonej walki czy zwykły wypadek? … Z twarzy tej biła jakaś straszliwa determinacja. Jakby na brzegu do którego się zbliżali miała czekać na niego sytuacja, wymagająca skupienia i ogromnej woli przetrwania. Brzeg był coraz bliżej. W dole rzeki zaczynał rysować się na ciechocińskim brzegu kształt przystani rzecznej. Rozbłyskujące tamże światło małego ogniska świadczyło, że byli tam jacyś ludzie. Jednak jasny punkt ogniska odwracał uwagę żywych istot od toni koryta Wisły. Mężczyźni wiedzieli, że najłatwiej wypatrzeć ich na wodzie. Jednak od chwili spuszczenia łodzi do wody na Kępie, ich schwytanie było raczej niemożliwe. Wiedzieli, że największe niebezpieczeństwo może czaić się dopiero na brzegu. Tam co prawda mogli się łatwo schować, ale także ucieczka byłaby utrudniona.
710 km. od źródła.
Do brzegu pozostało jeszcze około 20 m. Łódka o wdzięcznej nazwie “nieszawka” żwawo cięła na skos pofalowaną powierzchnię wody. Była głęboka noc. Księżyc zupełnie nie widoczny a gwiazdy skryte za chmurami. Wprawne i mocne ręce mężczyzny trzymającego wiosła, zdradzały że to nie pierwsza taka podróż. Ktoś kto nie parał się na co dzień wodnym rzemiosłem, płynąłby wolniej, głośniej a łódź nie trzymałaby się tak dosłownie obranego kierunku. Tu było inaczej. Drugi mężczyzna nie wiosłował. Siedział w łodzi zgarbiony. Pochylał się nad sporym zawiniątkiem ściskanym kurczowo w rękach. Był młodszy od swojego towarzysza, ale na jego twarzy rysowało się napięcie sprawiające, że wydawał się starszy. Na lewym policzku od czasu do czasu gdy jego twarz rozbłysła bladą poświatą zza wysoko podniesionego kołnierza kurtki pojawiała się długa na prawie 15 cm. blizna. Ślad po cięciu nożem? Świadectwo jakiejś stoczonej walki czy zwykły wypadek? … Z twarzy tej biła jakaś straszliwa determinacja. Jakby na brzegu do którego się zbliżali miała czekać na niego sytuacja, wymagająca skupienia i ogromnej woli przetrwania. Brzeg był coraz bliżej. W dole rzeki zaczynał rysować się na ciechocińskim brzegu kształt przystani rzecznej. Rozbłyskujące tamże światło małego ogniska świadczyło, że byli tam jacyś ludzie. Jednak jasny punkt ogniska odwracał uwagę żywych istot od toni koryta Wisły. Mężczyźni wiedzieli, że najłatwiej wypatrzeć ich na wodzie. Jednak od chwili spuszczenia łodzi do wody na Kępie, ich schwytanie było raczej niemożliwe. Wiedzieli, że największe niebezpieczeństwo może czaić się dopiero na brzegu. Tam co prawda mogli się łatwo schować, ale także ucieczka byłaby utrudniona.
sobota, 3 stycznia 2015
Dworek Edwarda hrabiego Mycielskiego-Trojanowskiego w Aleksandrowie Kuj.
Dolina Szwajcarska, pałacyk polski.
(Publikacja na blogu: 29.10.2014 r.)
(Publikacja na blogu: 29.10.2014 r.)
Zastanawiałem się czy pisać o pałacu Trojanowskich w odrębnym poście czy rozbudować któryś z poprzednich postów poświęconych piramidzie aleksandrowskiej lub dębom i świątyni dumania w dawnym majątku Trojanowskich. W końcu jednak stwierdziłem, że pomimo wspólnego mianownika lepiej będzie potraktować te problemy osobno i połączyć je potem odnośnikami. Myślę, że są tego warte, pomimo części wspólnej czyli postaci Edwarda hrabiego Mycielskiego-Trojanowskiego. Postaci znaczącej, ale jakby trochę zaniedbywanej w opisach historii miasta Aleksandrowa Kuj.
Generalnie to można powiedzieć, że budowla ta wraz z aleksandrowskim dworcem kolejowym to sztandarowy temat fotograficzny wszelkich broszurek, opisów i innych opracowań dotyczących Aleksandrowa Kuj. Temat oklepany i wyeksploatowany. Jak się jednak w ciągu ostatnich lat okazało informacje dotyczące w/w wszędzie prezentowane wcale nie są takie jednoznacznie właściwie. A są prezentowane tak naprawdę bez żadnego naukowego poparcia. Po prostu ktoś, gdzieś, kiedyś coś napisał i tak to już leci od lat. Nawet w publicznych mediach. Chodzi o źródło z którego miał czerpać projektant pałacyku. Pałacyk miał by być budowlą naśladującą stojącą w Szwajcarii willę na Jeziorze Genewskim. Wyjaśnienie zamieszania wokół pałacyku odnajdujemy w artykule Roberta Stodolnego pt.: “Willa z własnym stylem”, który został opublikowany w “Gazecie Aleksandrowskiej” nr 38 z czerwca 2010 r. Autorem “szwajcarskiej teorii powstania pałacyku” miał być Tadeusz Bakalarczyk – historyk amator, który na podstawie zachowanej fotografii z czasów życia budowniczych oraz posiadając wiedzę o podróży Edwarda hrabiego Mycielskiego-Trojanowskiego, wysnuł tezę o rodowodzie budowli. Jednakże jak się okazuje Willa w Szwajcarii powstała po roku 1909, natomiast wszelkie dostępne dane wskazują, że Trojanowscy postawili pałacyk przed rokiem 1870.
Dla czytelników blogu nie będących na bieżąco z topografią i historią miasta wyjaśniam, że tzw. pałacyk będący bohaterem postu znajduje się na terenie Zespołu Szkół nr 1 w Aleksandrowie Kuj. przy ul. Wyspiańskiego. Pierwotnie były to posiadłości rodu Trojanowskich.
(http://issuu.com/wydawnictwokujawy/docs/gazeta-aleksandowska-38-2010?e=0/9914166 tutaj artykuł ze wzmianką o budowlach. Polecam.)
A skąd w takim razie tytułowa Dolina Szwajcarska? Otóż na terenie dawnej posiadłości Trojanowskich znajduje się pewna przyrodniczo – geograficzna ciekawostka. Malowniczy wąwóz, albo jak to zwą nieszawiacy, parowa. Ciągnący się w kierunku lasu teren zwany przez mieszkańców Doliną Szwajcarską. Skąd wzięła się ta oryginalna nazwa tego niestety nie wiem. Czy geneza nazwy ma związek z historią dworku i zamieszaniem wokół jego stworzenia nie wiem.
Zdjęcia robiłem przy niezbyt fotograficznej pogodzie i nie oddają one w pełni uroku tego miejsca. 
Niechciane pomniki.
(Publikacja na blogu: 03.01.15 r.)
Gdybym miał powiedzieć czy jestem za usunięciem tej radzieckiej pieczątki z placu przy ciechocińskiej poczcie, powiedziałbym TAK! Z czysto estetycznych powodów raz, dwa pomnik był historycznie nie uzasadniony. Jednakże, powiedziałbym także, że może warto go gdzieś wywieźć, postawić, zachować ku pamięci i przestrodze. Niestety to co było może kiedyś możliwe w przypadku aleksandrowskiej kolumny z żołnierzem tutaj chyba ze względu na skomplikowaną budowę pomnika niemożliwe. No chyba, że pomnik zostałby zachowany jak Mur Berliński w kawałkach. O ile "rzeźba" z Aleksandrowa mogłaby pewnie zostać zdjęta z kolumny o tyle tutaj w Ciechocinku raczej byłoby to utrudnione. W Aleksandrowie Kuj. bo o tym oczywiście mieście mowa, niestety tak się nie stało. Pomnik radzieckiego wyzwoliciela, który przez lata panował z góry nad miastem zniknął z krajobrazu wraz z nadejściem demokracji. A szkoda, bo mógł sobie stać ku przestrodze potomnych, jako ciekawostka sprzed lat w jakimś ustronnym acz publicznie dostępnym miejscu. Co się z nim stało nie wiem. Pewnie został rozebrany i zniszczony. W Ciechocinku natomiast radziecka pieczątka na planie miasta ostała się do dzisiaj czyli do grudnia 2014 r. Aż wreszcie została rozebrana. I dobrze bo ani to piękne było ani praktyczne. Plac Gdański, poczta polska a pomnik? Teraz po nim pozostał tylko rozkopany trawnik. jestem ciekaw co tu było kiedyś, przed postawieniem pomnika ku czci braterskiej armii ze wschodu. Natomiast wiem co powstało w miejscu po dawnej kolumnie z żołnierzem w Aleksandrowie Kuj. W miejscu tym powstała "GAPA" czyli tragicznie nieudany i estetycznie nieuzasadniony pomnik wychwalający Konstytucję III Maja. jak powiedział kiedyś mój kolega; mierny z plusem... za co ten plus? Za rozmach!
Był pomnik, nie ma pomnika.
Gdybym miał powiedzieć czy jestem za usunięciem tej radzieckiej pieczątki z placu przy ciechocińskiej poczcie, powiedziałbym TAK! Z czysto estetycznych powodów raz, dwa pomnik był historycznie nie uzasadniony. Jednakże, powiedziałbym także, że może warto go gdzieś wywieźć, postawić, zachować ku pamięci i przestrodze. Niestety to co było może kiedyś możliwe w przypadku aleksandrowskiej kolumny z żołnierzem tutaj chyba ze względu na skomplikowaną budowę pomnika niemożliwe. No chyba, że pomnik zostałby zachowany jak Mur Berliński w kawałkach. O ile "rzeźba" z Aleksandrowa mogłaby pewnie zostać zdjęta z kolumny o tyle tutaj w Ciechocinku raczej byłoby to utrudnione. W Aleksandrowie Kuj. bo o tym oczywiście mieście mowa, niestety tak się nie stało. Pomnik radzieckiego wyzwoliciela, który przez lata panował z góry nad miastem zniknął z krajobrazu wraz z nadejściem demokracji. A szkoda, bo mógł sobie stać ku przestrodze potomnych, jako ciekawostka sprzed lat w jakimś ustronnym acz publicznie dostępnym miejscu. Co się z nim stało nie wiem. Pewnie został rozebrany i zniszczony. W Ciechocinku natomiast radziecka pieczątka na planie miasta ostała się do dzisiaj czyli do grudnia 2014 r. Aż wreszcie została rozebrana. I dobrze bo ani to piękne było ani praktyczne. Plac Gdański, poczta polska a pomnik? Teraz po nim pozostał tylko rozkopany trawnik. jestem ciekaw co tu było kiedyś, przed postawieniem pomnika ku czci braterskiej armii ze wschodu. Natomiast wiem co powstało w miejscu po dawnej kolumnie z żołnierzem w Aleksandrowie Kuj. W miejscu tym powstała "GAPA" czyli tragicznie nieudany i estetycznie nieuzasadniony pomnik wychwalający Konstytucję III Maja. jak powiedział kiedyś mój kolega; mierny z plusem... za co ten plus? Za rozmach!
Oby w Ciechocinku w miejscu po starym pomniku podobne dzieło nie powstało. Rzekłem!
środa, 31 grudnia 2014
Życzenia Noworoczne
Z okazji nadchodzącego za 5 minut Nowego 2015 Roku, życzę wszystkim czytelnikom, blogerom, pasjonatom i innym pojechanym pozytywnie ludziom zdrowia, kasy i miłości. Pozdrawiam i zapraszam w Roku 2015.
niedziela, 28 grudnia 2014
piątek, 26 grudnia 2014
Józefek
(Data publikacji 26.12.2014 r.)
Początek ulicy Wojska Polskiego w Aleksandrowie Kuj. czyli wjazd do miasta od strony Stawek leży pomiędzy charakterystycznymi bajorkami. Stawy te kiedyś służyły za dzikie letnie kąpieliska. Nazwa miejscowości Stawki zapewne jest odwołaniem do tychże oczek wodnych. Na skrzyżowaniu ulicy Wojska Polskiego z Aleją Marii Danilewicz Zielińskiej, pomiędzy dwoma przejazdami kolejowymi w dole znajduje się Staw Józefek. Dlaczego Józefek? O tym skąd prawdopodobnie pochodzi nazwa Józefek dowiedziałem się po założeniu blogu. Kiedyś napisałem post o solankach w Aleksandrowie Kuj. i o Willi Maria. W trakcie dyskusji, która wywiązała się na blogu, dotyczącej historii miasta otrzymałem informację, że przed wojną na wjeździe do miasta przy przedmiotowym stawie znajdowała się rzeźba Św. Józefa. Mieszkaniec Willi Maria podczas porządków odnalazł na swoim terenie rzeźbę bez głowy. Miała to być właśnie figura Św. Józefa, która wg przekazów ustnych stała jw. Podobno Niemcy w czasie wojny odcięli mu głowę i wrzucili do stawu. Wspomniany mieszkaniec Willi miał wtedy przesłać mi zdjęcie tej figury, niestety tak się nie stało. Szkoda. Może obecnie przypadkiem zajrzy na blog i spełni swoją obietnicę. Serdecznie pozdrawiam. (http://jerzy-foto.blogspot.com/2012/01/tajemniczy-las-za-potem-tajemniczy.html#more)
Nie mam zielonego pojęcia czy opowieść o figurze Św. Józefa jest prawdziwa.
|
wtorek, 23 grudnia 2014
Życzenia.
Wszystkim stałym czytelnikom oraz przypadkowym życzę dużo prezentów pod choinką, rodzinnego ciepła oraz mnóstwo uśmiechu w Święta Bożego Narodzenia. Pozdrawiam i zapraszam jak zwykle do współtworzenia ...byłem i widziałem... poprzez zamieszczanie ciekawych komentarzy.
sobota, 20 grudnia 2014
Podupadłe skrzydła młyńskie. Wiatraki w Wójtówce, Pomianach i Ossówce. Koźlaki i paltraki.
Tak się patrzę na te nasze okolice i widzę coraz więcej takich obrazków. Mąki z tego nie będzie, ale prąd tak. Trochę się zmienił wygląd, ale zasada jest ta sama. Wiatr napędza skrzydła, skrzydła ruszają mechanizmy itd. itd.
Co Nieszawa ma wspólnego z podbojem kosmosu?
(Publikacja na blogu 20.12.2014 r.)
Co wspólnego może mieć małe zapomniane przez Boga, rząd i ludzi miasteczko, położone nad Wisłą w powiecie aleksandrowskim z produkcją rakiet? Wydaje się, że nic. A jednak…
Otóż otrzymałem wskazówkę świadczącą o tym, że Nieszawa była miejscem urodzin Jerzego Haraźnego. A właściwie doc. mgr inż. Jerzego Haraźnego. Chociaż właściwie to nie wiem czy powinienem odmieniać wymowę tego nazwiska. Może powinno być: Jerzego Haraźny? Może i tak, ale po mojemu brzmiałoby to dziwnie. A wracając do tematu. Doc. mgr inż. Jerzy Haraźny wg. dostępnych mi źródeł miał urodzić się w 1920 r. i miało to mieć miejsce, jak napisałem na wstępie w Nieszawie. Nieszawa w Polsce generalnie jest chyba tylko jedna. Nie słyszałem, żeby w Polsce była jeszcze jakaś inna miejscowość o takiej nazwie.
No dobrze, ale w takim razie kim był doc. mgr inż. J. Haraźny, że znalazł się na moim blogu? Otóż Pan ten był głównym konstruktorem polskich rakiet w okresie PRL-u. Między innymi pracował on nad rakietą Meteor 2K, która była wg artykułu Jerzego Matusiaka; największą i najbardziej zaawansowaną technicznie polską rakietą badawczą. Próby nad tą rakietą były prowadzone w tajnym ośrodku nad jeziorem Łebsko. Stacja Sondażu Rakietowego była polskim Cape Canaveral. W roku 1970 dwie takie rakiety wzleciały na wysokość 100 km. nad ziemię i przekroczyły próg kosmosu. Niestety za przyczyną zazdrosnego Wielkiego Brata ze wschodu w 1974 r. zakończono eksperymenty a nasze odkrycia i technologie zostały przejęte przez zaprzyjaźnionych naukowców z ZSRR i NRD. (www.uwazamrze.pl/artykul/993201/towarzysz-wieslaw-podbija-kosmos). Wg artykułu Tomasza Augustyniaka o Programie Meteor, była jeszcze jedna przyczyna zakończenia prac.
“Oprócz przyczyn geopolitycznych był jeszcze inny powód, dla którego program rakietowy wylądował na śmietniku. W 1968 Jerzy Haraźny zaczął promować osiągnięcia zespołu.- Zdjęcie klauzuli tajemnicy i zbytnie chwalenie się sukcesami mogło mu zaszkodzić – twierdzi Wiktor Kobyliński i pokazuje stary numer biuletynu wydawanego przez Instytut Lotnictwa. Z okładki uśmiecha się czarnowłosa modelka w bikini, stojąca na wyrzutni przed rakietą. Często pojawiający się w mediach rakietowcy, którzy odważnie promowali swoje prace musieli być solą w oku niektórym kolegom. To zawiść mogła przypieczętować los zespołu, który być może dałoby się jeszcze uratować. Ostatnią rakietą, która wzbiła się w powietrze z Łeby był Meteor-3E, wystrzelony 6 czerwca 1974 roku. Następnego dnia pracownicy zdemontowali stanowiska startowe, spalili cały zapas paliwa i zakonserwowali urządzenia. Nigdy więcej nie wrócili do Łeby.” (http://tomaszaugustyniak.wordpress.com/2013/04/09/program-meteor/).
Poniżej zdjęcia pozyskane od zaprzyjaźnionego czytelnika a czasem krytyka moich artykułów. Generalnie ten post kojarzy mi się z tzw. polskimi akcentami na zawodach sportowych. Czyli; …na olimpiadzie wystąpił “polski akcent” – sędzia liniowy jest z pochodzenia Polakiem… No cóż, skoro zawodnicy się na olimpiadę nie dostali to chociaż z sędziego bądźmy dumni. Pan Jerzy Haraźny urodził się w Nieszawie i mieszkał w niej – jak czytamy w podpisie pod zdjęciem… około trzy! lata. 
Raczej niewiele, żeby to mogło mieć jakiś wpływ na jego działalność czy wywoływać wspomnienia z dzieciństwa. A i chwalić się miasto raczej nie ma czym w tym przypadku. A jednak. Dlaczego więc pisze o tym? No cóż. Z punktu widzenia tropicieli lokalnych ciekawostek, może to być inspirująca wyobraźnię informacja a może i przyczynek do dalszych poszukiwań. Jestem ciekaw czy w Nieszawie mieszkają jeszcze osoby pamiętające rodzinę bohatera postu. A może żyją tam jeszcze członkowie rodziny Pana Jerzego? Nie sądzę, żeby trzeba było od razu fundować w Nieszawie, kolejną tablicę upamiętniającą jakiś dom w którym urodził się Jerzy Haraźny. Tym bardziej, że tego typu tablic w tym miasteczku nie brakuje. Ale może warto o tym porozmawiać…
niedziela, 14 grudnia 2014
wtorek, 9 grudnia 2014
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Co to było święto lasu? Część 1. Pobudka
Opowieści dziwnej treści - czyli:
"Pamiętnik poborowego" Część 1. Pobudka.
(Publikacja na blogu 8.12.2014 r.)
Wszelkie wydarzenia, miejscowości oraz nazwiska są pozmieniane. Wydarzenia tu opisane to kompilacja opowieści, własnych przeżyć autora i plotek, mająca mniejsze lub większe odzwierciedlenie w rzeczywistości.
- Tato...
- Słucham?
- Co to była unitarka?
- Jak pójdziesz do wojska to się dowiesz... A nie, nie dowiesz się raczej...
wtorek, 2 grudnia 2014
Ciechocinek by night - listopad 2014.
Nowe zabawki
![]() |
| O gustach się nie gustuje. Takie urządzenia moim zdaniem bardziej pasują do jakiejś galerii handlowej, ale na pewno latem uciechy będzie co niemiara. |
czwartek, 20 listopada 2014
Ciekawy budynek w Bądkowie
(Publikacja na blogu 20.11.2014 r.)
Według przerobionego Geoportalu, znajdującego się na stronie starostwa aleksandrowskiego: http://mapa.aleksandrow.pl/www/mapa.php?CFGF=wms&mylayers=+granice_adm+, budynek ten pochodzi z roku 1877. Swym wyglądem znacząco odbiega od tego co generalnie można obejrzeć na terenie zarówno Bądkowa jak i innych wiosek powiatu aleksandrowskiego. Może jedynie w Ciechocinku nie zwracałby na siebie uwagi. Nie wiem czy data jest dokładna. Budynek ten wygląda jakby składał się z dwóch części. Jedna z nich ma na ścianie zawieszoną tabliczkę z datą 1894. Na zapleczu charakterystycznej "wieżyczki" znajdują się opuszczone budynki gospodarstwa. Kiedyś słyszałem, że znajdowała się tu gospoda. Samo usytuowanie wieżyczki na skrzyżowaniu w centrum wsi sprawia, że łatwo można ja znaleźć. Po prostu nie sposób jej nie zauważyć. Nie znam niestety pierwotnego przeznaczenia budowli. Nie wiem czy był to dom mieszkalny czy faktycznie jakaś gospoda. Nie wiem też czy budowla ta stanowi jedno czy powstawała stopniowo. Jestem też ciekaw czy z wieżyczki można przejść dalej do pozostałych części domu. Budynek wart opisania a pewnie już niedługo postoi bo stan jego raczej słabiutki.
Na części frontowej wisi nadal zegar. Może miejsce to miało jakieś publiczne przeznaczenie. Może była to siedziba władz lokalnych? Poza zegarem warte zauważenia są ozdoby drzwi. Widoczne na zdjęciach charakterystyczne lwy. Srebrzą się zza krzaków, Trzeba się trochę wysilić aby je dostrzec na ganku. Tak to się chyba nazywa? Zapraszam do komentowania wszystkich, którzy coś wiedzą na temat tej architektonicznej ciekawostki z Bądkowa.
sobota, 15 listopada 2014
Można, czy nie można? Oto jest pytanie...
Można po tym czymś jechać samochodem czy nie? Ruch dwustronny, linia ciągła. Ścieżka rowerowa w Nieszawie pojawia się nagle na ulicy Noakowskiego. Skrzyżowanie na poniższym zdjęciu to fragment tego ustrojstwa. Widoczny znak informacyjny - droga dla rowerów. Tylko co ma zrobić kierowca samochodu wyjeżdżający z ulicy po lewej stronie (Krzywdów i Bieńków) i skręcający w lewo (na zdjęciu prosto). Nagle na drodze pojawia się linia cięgła i znak droga dla rowerów. Pobocze...? Nie, droga dla rowerów. A kierowca, który wyjeżdża z prawej na zdjęciu? Przy skręcie w prawo ma to samo. Jak droga rowerowa i linia to chyba trzeba zjechać na lewą stronę jezdni żeby uniknąć kolizji z rowerzystą. Tylko, że tu z przeciwka może nadjeżdżać inny pojazd bo to ulica dwukierunkowa. dodam, że zdjęcie robiłem z miejsca po którym także ruch przebiega dwustronnie. Cytując klasyka powiadam; nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Może ktoś zna odpowiedź na to czy oznakowanie jest prawidłowe czy też nie. Ja niestety nie znam odpowiedzi. Jednak wszystkie znaki oraz przeprowadzone konsultacje wskazują, że to kolejny odcinek dziwnie oznakowanych dróg rowerowych w powiecie.
Tutaj w Google można sobie "pojechać" po tej drodze prawie na żywo. Zapraszam... :-) Tutaj jest przynajmniej bezpiecznie w przeciwieństwie do reala.
https://www.google.pl/maps/@52.8355754,18.9016034,3a,75y,345.33h,71.23t/data=!3m4!1e1!3m2!1sMUKuDAMD67U_7_Npmythbw!2e0?hl=pl
Tutaj w Google można sobie "pojechać" po tej drodze prawie na żywo. Zapraszam... :-) Tutaj jest przynajmniej bezpiecznie w przeciwieństwie do reala.
https://www.google.pl/maps/@52.8355754,18.9016034,3a,75y,345.33h,71.23t/data=!3m4!1e1!3m2!1sMUKuDAMD67U_7_Npmythbw!2e0?hl=pl
środa, 12 listopada 2014
poniedziałek, 10 listopada 2014
UWAGA!!!
Szanowni czytelnicy mojego blogu. Dziś odkryłem, że najlepszą przeglądarką do czytania blogu jest Google Chrome. Niestety po wejściu na stronę blogu poprzez Firefoxa okazało się, że wszystko tu wygląda inaczej. Przygotowuję Posty w blogu korzystając z przeglądarki Google i tam wyglądają one dobrze - tak jak ja tego chcę. Niestety jak widać monopoliści są wszędzie. Szkoda bo zniekształcenia w Firefoxie wg mnie znacznie utrudniają odbiór postów. Wobec tego jeśli ktoś stwierdzi, że posty są dziwnie sformatowane to proszę przejść na Chrome. Z poważaniem Jerzy G.
sobota, 8 listopada 2014
Tężnie i basen solankowy w Ciechocinku.
Część 1. Oklepany temat – tężnie.
Post ten dedykuję mojemu koledze S.B., którego korzenie wychodzą z Aleksandrowa i który podobnie jak ja nie raz bywał pod tężniami za dzieciaka. Pozdrowienia z Polski. Salam hangat dari Polandia.
Mam nadzieję, że tłumaczenie google jest prawidłowe.
(Publikacja na blogu: 08.11.2014 r.)
Technorati Tagi: tężnie,Ciechocinek
sobota, 1 listopada 2014
środa, 29 października 2014
środa, 22 października 2014
niedziela, 19 października 2014
Zakątek Staszica
Pomnik Staszica w Ciechocinku
Obalanie mitów czyli odpolitycznianie historii.
(Publikacja na blogu: 19.10.2014 r.)
Odkąd pamiętam ten zakątek Ciechocinka kojarzy mi się z ciszą, spokojem i spaskudzoną przez ptaki głową Staszica. To miejsce w Ciechocinku leżące w bliskim sąsiedztwie obleganych przez turystów i kuracjuszy tężni, zwykle stanowi oazę ciszy. Tutaj mało kto generalnie przychodzi. Czasem ktoś usiądzie na ławeczce aby odpocząć podczas spaceru. O ile ktoś tu w ogóle dotrze…
Spory plac w Parku Tężniowym ze stojącym w centrum sporego placu popiersiem Stanisława Staszica. Poprzez okoliczne krzaki przebijają, widoczne tuż obok elementy konstrukcji tężni.
Sam pomnik nie jest stary. Choć to pojęcie względne. Pochodzi z roku 1961. Jednak jego pierwowzór stanął w Ciechocinku wg informacji z artykułu Aldony Nocnej zamieszczonego w Zdroju Ciechocińskim (2005 r.) - www.ciechocinek.pl/upload/file/zdroj/2005/listopad/11-11-2005-1.pdf, już w roku 1926. Pomnik stanął u wylotu ulicy Staszica. Niestety podczas zawieruchy wojennej został zniszczony przez hitlerowców.
Nowy pomnik stanął, (i tu znowu ciekawostka) w miejscu dawnej estrady koncertowej w Parku Tężniowym.
Na tym blogu już kilkakrotnie były poruszane “fakty” z historii naszego regionu, które poddane głębszej analizie przez dociekliwych czytelników “…byłem i widziałem…” okazywały się mitem, powielanym przez lata. Czyżby tak było i w tym przypadku? Na pomniku Staszica widnieje tablica z napisem: “ Inicjatorowi budowy źródeł tężni i warzelni soli w 125 rocznicę powstania uzdrowiska. Ciechocinek 1961”
Jednakże wg informacji z wymienionego artykułu, tak naprawdę przyczyny w powstaniu pomnika należy szukać raczej w panującej w 1926 r. modzie oraz patriotycznemu gestowi inicjatora jego budowy; dyrektora Zakładu Zdrojowego Mariana Raczyńskiego.
W rzeczywistości, wbrew cytowanej tablicy pamiątkowej Staszic prawdopodobnie był nawet przeciwny eksploatacji soli i solanek w okolicy Słońska ze względu na zbyt duży koszt. Może dlatego ptaki zdegustowane błędem ludzkim, wyrażają ciągle swą dezaprobatę dla naszego dzieła, poprzez notoryczne przyozdabianie głowy Staszica swymi odchodami.
Projektantem tężni był inż. Jakub Graff. Natomiast wg artykułu, rzeczywistym inicjatorem budowy tężni oraz warzelni miał mieć minister skarbu w Rządzie Królestwa Polskiego książę Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki.
Na stronie www.ciechocinek.pl czytamy, że: "Z inicjatywy Stanisława Staszica, który był prawą ręką Ministra Skarbu Królestwa Polskiego - księcia Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego powstał projekt pozyskiwania soli ze źródeł solankowych. Przedsięwzięcie inspirował działacz gospodarczy Konstanty Leon Wolicki." No cóż o ile rozważania autorki cytowanego tekstu w Zdroju są prawidłowe to właśnie tutaj można by się dopatrywać przyczyn tak niegodnego potraktowania przez mieszkańców Ciechocinka domniemanych prawdziwych autorów powstania tężni. Staszic był inicjatorem eksploatacji soli w ogóle. A więc idąc dalej tym tropem, skoro "w ogóle" to i "w szczególe"... Zastanawiam się czemu w artykule Aldony Nocnej zamieszczona została ilustracja, na której widzimy napis: “Projekt pomnika Romualda Traugutta w Ciechocinku”. Może to zwykły błąd autora albo wydawcy. W każdym razie o pomniku Traugutta już pisałem: http://jerzy-foto.blogspot.com/2014/09/pomnik-traugutta-w-ciechocinku_28.html. Przypominam, że posty generalnie nie są wyświetlane na stronie głównej w całości. Zwykle pod wstępem widnieje odnośnik: "Czytaj więcej:". Po kliknięciu w niego wyświetla się cała treść posta. Posta czy postu? Hmm? "Postu" to chyba takiego od jedzenia? Jeśli ktoś wie i jest pewny to proszę o komentarz :-) |
niedziela, 5 października 2014
Poczta w Aleksandrowie Kuj.
Budynek z historią… trochę kryminalną.
(Data publikacji 05.10.2014)
Poczta w Aleksandrowie Kuj. mieści się od lat w charakterystycznym ceglanym budynku, stojącym przy słynnym aleksandrowskim “rondzie”. Już na pierwszy rzut oka widać, że budynek pamięta czasy, które niewielu już pamięta. Patrząc na stare zdjęcia widzimy, że budynek niewiele zmienił się przez te wszystkie lata, pomimo zawirowań historii, które dotknęły także Aleksandrów Kuj. Wg spisu zabytków ze strony starostwa budynek pochodzi z końca XIX w. http://mapa.aleksandrow.pl/home/pliki/zabytki/aleksandrow_kujawski_miasto_zabytki_2014r.pdf.
Jak się okazuje, budynek poczty w Aleksandrowie Kuj. stał się sceną dla wydarzeń tragicznych i zagadkowych. Poczytać możemy o tym tutaj:
|
W Tajnym Detektywie nr 35 z 13 września 1931 r. opisano historię, której bohaterami stali się lekarz kolejowy Władysław Jastrzębski i jego żona. Państwo Jastrzębscy mieszkali w budynku dzisiejszej poczty. W końcu lipca 1931 r. w gościnę do Jastrzębskich przyjechała siostra Władysława, Janina Krajewska. Z soboty na niedzielę 24 sierpnia 1931 r. Jastrzębscy zorganizowali wieczorek towarzyski suto zaprawiany alkoholem, od którego nie stronił pan domu. Sam miał się znajdować tego wieczora w świetnym humorze. Goście rozeszli się do domów około godziny 1. w nocy. Siostrę miał odprowadzić do pokoju na parterze sam Jastrzębski pół godziny potem. czyli około 1.30. Następnie powrócił do siebie na górę. Około 2.00 u Jastrzębskich rozległy się strzały. Domownicy, którzy pobiegli zobaczyć co się stało ujrzeli Jastrzębską martwą leżącą skuloną, w negliżu, w nogach łózka, w kałuży krwi. Jej mąż także martwy leżał wzdłuż łóżka. Na podłodze znaleziono rewolwer. Śladów walki nie ujawniono. Na stole leżała kartka w której lekarz oświadczył, że w przypadku śmierci żony cały majątek zapisuje swej siostrze oraz jej córce. Oświadczenie to sporządził z datą 23 sierpnia, jednak poprawił ją na 24. W przeprowadzonym po zdarzeniu postępowaniu ustalono, że Władysław J. zamordował swoją śpiącą żonę a potem popełnił samobójstwo. Przyczyny nie ustalono. Tyle artykuł Stanisława Brelińskiego z Gazety Aleksandrowskiej.
Fakty opisane w wym. artykule S. Brelińskiego odwołujące się do “Tajnego detektywa” mogą nasuwać pytania, na które dzisiaj już raczej nie odpowiemy. Podejrzewam, że uwcześni śledczy brali pod uwagę kilka wersji wydarzeń. Niestety my nie znamy szczegółów. Opis wydarzeń mamy z drugiej ręki a właściwie trzeciej ręki.
Wracając do miejsca w którym w/w historia miała miejsce to budynek poczty, przynajmniej z zewnątrz zachowany jest jak na swój wiek bardzo dobrze. Widocznie służy mu długoletnia praca w Urzędzie Pocztowym.
|
W artykule z Gazety Aleksandrowskiej podano, że do tragedii miało dojść w pomieszczeniu w którym na zdjęciu jest otwarte okno. Na zdjęciu budynek poczty od zaplecza.
Mamy park!
Park im. Jana Pawła II
(Data publikacji 05.10.2014 r.)
Do wczoraj w tym miejscu nie było nic ciekawego. Zwyczajny teren zielony przy zabytkowym dworcu, przez który trzeba było przejść żeby się dostać na drugą stronę Aleksandrowa Kuj. No chyba, że ktoś nie chciał to chodził na około. Ale od wczoraj (oczywiście w przenośni) z całą przyjemnością tutaj można przyjść, posiedzieć, poczytać książkę czy e-booka. Wczoraj właśnie miało miejsce uroczyste zakończenie budowy i otwarcie parku im. J. Pawła II, przy ul. Wojska Polskiego. Jest wifi, huśtawki, ławeczki z podstawkami na sprzęt elektroniczny czy oranżadę. Są oryginalne fontanny, nawiązujące do infrastruktury kolejowej i ławki ustawione w rzędy jak siedzenia w pociągu. Wg mnie park jest ładniejszy nawet od tych, które powstały niedawno w Ciechocinku. Ten w Aleksandrowie jest ładny, ciekawy i historyczno-estetycznie uzasadniony. W przeciwieństwie do ciechocińskich betonowych koryt na wodę dla koni pod tężniami ten park jest przyjemny dla oka. Pomysł z fontannami w formie pomp wodnych dla parowozów rewelacyjny. Mam nadzieję, że park w niezmienionym stanie przetrwa lata. Nie zmienią go nawaleni i przyćpani rodzimi przedstawiciele aleksandrowskiej patologii ani pseudoartyści z pisakiem, którzy chyba na swój sposób zinterpretowali hasło Wikimapii: “Let's describe the whole world!”. Na szczęście nad parkiem czuwa bateria wymierzonych w każdy kąt kamer monitoringu. Co do kamer miałbym pewne zastrzeżenie, ale nie podzielę się nim publicznie
Dobrze, by było aby włodarze miasta także dbali o to, aby wszystkie urządzenia były na bieżąco konserwowane i reperowane.
W ramach promocji wrzucam kilka fot porannych z nowo otwartego parku.
czwartek, 2 października 2014
Czy Dębówka Bębnowskiego jeszcze istnieje?
Na tropie starej karczmy.
(Publikacja na blogu: 03.10.2014 r.)
Przeglądając informacje o Aleksandrowie Kuj i okolicach, na pewno prędzej czy później każdy zetknie się z nazwiskiem Wacława Bębnowskiego. Zetknie się, ale czy uzyska jakieś bliższe informacje o tym człowieku, nie wiem. W Wikipedii kilka słów o Wacławie Bębnowskim można przeczytać. Ja tworząc tego posta, posiłkuje się głównie artykułem Jerzego Erwińskiego zamieszczonym w 2008 r. w Gazecie Aleksandrowskiej - http://kujawy.media.pl/wp-content/files/Gazeta_A_nr9.pdf.
Wacław Bębnowski był rzeźbiarzem. Na Kujawach zjawił się na zaproszenie Leona Wodzińskiego w celu wykonania prac w kościele w Służewie. Artysta zamieszkał w nieistniejącym już dworku Wodzińskich w służewskim parku. Wspólnie z Wodzińskim w 1903 r. rozpoczęli realizację projektu pt. Wytwórnia Wyrobów Ceramicznych. Rzeźbiarz zajął się projektowaniem waz, popielnic, kałamarzy itp. W 1905 r. artysta nabył od Leona Wodzińskiego starą karczmę w Aleksandrowie w której urządził nową pracownię. Miejsce nazywano “Dębówką”. Wg relacji starszych ode mnie mieszkańców Aleksandrowa, nazwa ta odnosiła się do rosnących tam dębów. Bawiąc się w detektywa postanowiłem ustalić, gdzie było lub jest to miejsce. Opisy mieszkańców jak i opracowania miejscowych historyków (między innymi “Zarys dziejów Aleksandrowa Kuj. pod redakcją Andrzeja Cieśli) wskazują, że Dębówka znajdowała się u zbiegu ulicy Długiej i Słowackiego w kwadracie zamkniętym przez ulicę Stachury.
Co zastajemy na miejscu w 2014 r.?
wtorek, 30 września 2014
Pomnik Traugutta w Ciechocinku
niedziela, 28 września 2014
Wieża ciśnień w Aleksandrowie Kuj.
Wieża radości, wieża samotności.
(Data opublikowania: 28.09.2014 r.)
piątek, 26 września 2014
Ogłoszenie
Szukam do poczytania książki "Zarys dziejów Aleksandrowa Kuj." pod redakcją Andrzeja Cieśli. Niestety w aleksandrowskiej bibliotece jest tylko jeden egzemplarz i można go przeglądać wyłącznie na miejscu :-(
niedziela, 21 września 2014
Kolorowa cerkiew.
Cerkiew w Ciechocinku
Najobszerniejszy artykuł o ciechocińskiej cerkwi znalazłem tutaj: http://www.ciechocinek.pl/upload/file/zdroj/2009/marzec/23.pdf.
czwartek, 18 września 2014
Stara apteka.
Przy ul. Chopina w Aleksandrowie Kuj. stoi sobie stary dom. Obok jest apteka. Jednak dawno, dawno temu apteka znajdowała się w starym domu. By to dom Wilhelma Markowskiego, właściciela pierwszej w mieście apteki przy ówczesnej ulicy Służewskiej. Tutaj urodziła się w 1907 r. Maria Danilewicz-Zielińska, pisarka polska, prozaiczka, krytyk literacki, bibliotekarka jak przeczytamy w Wikipedii. Aleksandrów jest z tego dumny. Jestem ciekaw ilu czytelników tego posta, niezwiązanych z Aleksandrowem zna to nazwisko a ilu wie kim była i zna jej twórczość. Z punktu widzenia mieszkańców, wszytko co związane z pisarką ma dużą wartość ze względu na informacje o Aleksandrowie Kuj. z czasów kiedy tu mieszkała. Dla regionalistów i łowców lokalnych ciekawostek źródło informacji bezcenne.
sobota, 13 września 2014
Ogłoszenie.
SZUKAM MIESZKANIA DO WYNAJĘCIA W ALEKSANDROWIE KUJ. LUB W CIECHOCINKU.
WIADOMOŚCI PROSZĘ PRZESYŁAĆ NA PRIV.
czwartek, 11 września 2014
Wrześniowy poranek
.
Niestety wrzesień to miesiąc, który przynosi nam zdjęcia świadczące dobitnie o tym, że to już jesień. Zdjęcia robiłem rano, kiedy już wstało słońce. Spokój i cisza. Zupełny brak ludzi. O ile w lesie można mówić o tłoku :-) W ramach akcji Cała Polska ćwiczy z Lewandowską, Chodakowską polecam poranne bieganie. Odradzam tyranie. Organizm nie jest jeszcze o tej porze gotowy na bicie rekordów. No chyba, że Twój Drogi czytelniku. Warto zabrać aparat ze sobą, choćby ten w komórce i utrwalić coś czego przeciętny Polak nigdy na własne oczy nie zobaczy. Owszem, może o innej porze dnia w innym oświetleniu, może tak.
sobota, 6 września 2014
sobota, 30 sierpnia 2014
Idę na rekord.
I znowu trochę statystyk. Po okresie zastoju i marazmu na blogu, znowu statystyki odnotowują wzmożoną aktywność. I znowu zaczynają się pojawiać komentarze bogate w informacje.
czwartek, 28 sierpnia 2014
Chwila relaksu.
I znowu tężnie w Ciechocinku. Może i o nich wypadałoby coś napisać. A nuż się czegoś ciekawego dowiem...
środa, 27 sierpnia 2014
Poniemieckie bloki.
Odkąd sięgam pamięcią domy te były nazywane "poniemiecki". Jest ich osiem i są usytuowane przy ul. Hożej. Kiedyś, póki nie zostały przebudowane (nie wszystkie) i wyremontowane, można było zobaczyć na ich ścianach namalowane charakterystyczne "widelce" - strzałki. Według krążącej wśród mieszkańców opinii miały one wskazywać wejścia do schronów przeciwlotniczych podczas nalotów bombowych. Na zewnątrz tych budynków były drzwi do piwnic osłonięte betonowym daszkiem. Według Geoportalu domy pochodzą z 1939 r. Tak więc faktycznie mogły zostać wybudowane przez okupanta. Może dla rodzin urzędników lub żołnierzy, którzy przejęli rządy w Weichselstädt, bo tak w czasie wojny miał się nazywać zgodnie z informacjami Aleksandrów Kujawski. Niestety nie znam historii tych "bloków". Obecnie pomieszczenia w nich są podzielone w taki sposób, że czasem nie wiadomo ile rodzin tam mieszka. Jednak kiedyś mogły stanowić bardzo atrakcyjne mieszkania.
Jak się okazuje na miejscu, bloki są częściowo wyremontowane, częściowo ich stan jest opłakany. Jest ich osiem.
Jak się okazuje na miejscu, bloki są częściowo wyremontowane, częściowo ich stan jest opłakany. Jest ich osiem.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
W królestwie żaby.
W rejonie Aleksandrowa Kuj. znajdują się bardzo klimatyczne miejsca. Kilka razy już pojawiały się one na moim blogu. Nadałem temu postowi tytuł, który w sumie może być niewłaściwy. Dokładnie nie jestem pewny czy pojawiająca się poniżej żaba to żaba a nie ropucha. W każdym razie raczej nie jest to żadna królewna a tym bardziej królewicz. Na pewno nie jest też prezesem w tym miejscu bo kiedy mnie zobaczyła to dała dyla. Dała się tylko sfotografować. To co widać na zdjęciach a co robi za tło dla żaby to rzeczka Tążyna, która wygląda jak Amazonka. I wcale nie trzeba być pijanym, żeby to zobaczyć. Wystarczy odrobina wyobraźni. Wyobraźnia jest też konieczna do tego aby takie miejsca utrzymać dla naszych wnuków. Śmieci, które leżały na mojej drodze nie ma na tym zdjęciu, ale wystarczyłoby ich dla kilku rodzin.
niedziela, 24 sierpnia 2014
Piknik
Spółdzielnia Mieszkaniowa w Aleksandrowie Kuj. organizowała kolejny już piknik dla dzieci. Była Straż, byli rycerze, sztuczne ognie, eksplozje i grochówka. Chwała za pomysł...
niedziela, 17 sierpnia 2014
Wędrujący Jaś z Małgosią. Zagadka ciechocińskiej fontanny czyli czary mary...
![]() |
| Wg podpisu na stronie z której to zdjęcie pochodzi są to lata 1900-1910. |
Osoby, które znają Ciechocinek będą bardzo zdziwione patrząc na powyższe zdjęcie. Oczywiście osoby, które nie znają tej historii. Ja byłem bardzo zdziwiony, kiedy pierwszy raz zobaczyłem jedno ze starych zdjęć które pozwoliłem sobie zamieścić w poście. Zdjęcia pochodzą ze strony: http://fotopolska.eu. Coś tu przecież nie tak. Jaś i Małgosia przed Teatrem Letnim? Przecież tam jest Dworzec PKP i spore skrzyżowanie... A może kiedyś to budynek pijalni wód był teatrem letnim. No nie. Za daleko. Jakoś inaczej. Nie pasuje... Przecież to ten sam budynek. A więc wniosek nasuwa się sam. Jaś i Małgosia musieli się kiedyś przeprowadzić. No bo przecież budynek Teatru Letniego tego raczej nie zrobił. Faktycznie po zapoznaniu się z historią fontanny "Jaś i Małgosia" okazało się, że w roku 1926 przeniesiona została do Parku Zdrojowego. Obecnie w miejscu Jasia i Małgosi, sądząc po tych fotografiach, stoi Pan z twarzy nie podobny do nikogo czyli Jerzy Waldorff z psem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Dziękuję za poświęcony czas. Aby kontynuować przeglądanie starszych wpisów kliknij na link "starsze posty" lub wejdź w archiwum.











