TAGI (szukasz postów powiązanych tematycznie tu je znajdziesz):

środa, 22 marca 2017

Otłoczyn - dwa cmentarze.

Na cmentarz w Otłoczynie łatwo trafić. Jedna prosta droga wzdłuż Wisły. Na cmentarz wchodzimy przez furtkę z ciekawą klamką.



piątek, 24 lutego 2017

Kapliczka przydrożna przy wjeździe do Nieszawy.

(Publikacja: 24.02.2017 r.)


Kapliczka a właściwie figura Matki Boskiej na skrzyżowaniu ulic prowadzących w dół do Nieszawy, ulicą Mickiewicza od Raciążka. Żadnych napisów na budowli nie znalazłem.


czwartek, 23 lutego 2017

Kościół Ewangelików w Nieszawie.

(Publikacja: 23.02.2017 r.)

Pierwszy kurs do Nieszawy, szynobusu hybrydowego Nadwiślańskiej Kolejki Turystycznej, z ciechocińskiego dworca kolejowego odchodzi w lecie  o godzinie 8:00 rano. Baliśmy się z moim kolegą Piotrem, że się spóźnimy i będzie trzeba czekać na następny kurs ponad godzinę. Śniadanie w sanatorium trochę nam się przedłużyło a droga do dworca pieszo zajmowała prawie pół godziny. Żółte melexy pełniące w kurorcie rolę miejskiego transportu o tej porze dopiero zaczynały kursować. Na szczęście na dworzec dotarliśmy na czas. 
Szynobus NWT pomalowany w charakterystyczne jasno niebieskie kolory czekał na nas na bocznym torze ciechocińskiego dworca. Kiedyś jeździły nim wagony towarowe wożące transporty dla warzelni soli. Potem, kiedy transport kolejowy w Polsce przestał być opłacalny, pociągi przestały kursować i tor rozebrano. Obecnie po tej trasie porusza się szynobus. Wiele się zmieniło od czasu kiedy ostatni raz byliśmy tu z Piotrem. Prężnie rozwijający się Ciechocinek, stał się centrum administracyjnym powiatu. Co prawda jego siedziba nadal mieści się w Aleksandrowie Kuj. ale zmieniła się nazwa. Od niedawna jest to powiat ciechociński. Przeciwnicy tych zmian nadal twierdzą, że była to reforma bardziej medialnie niż merytorycznie uzasadniona, ale słychać również głosy, że pozytywny wizerunek rozwijającego się kurortu stał się przykładem dla pozostałych miejscowości. No cóż. Nie wiem czy tak jest faktycznie, ale znajomi mówią, że przynajmniej teraz tłumacząc gdzie leży ich powiat, nie muszą dodawać zwrotu; "tam gdzie jest Ciechocinek!"
Bilety na podróż kupiliśmy z automatu w szynobusie. Karta pobytu w sanatorium uprawniała nas do zniżki na przejazd. Świetne rozwiązanie. Dzięki temu małemu kartonikowi, który otrzymaliśmy na początku pobytu w sanatorium, mogliśmy korzystać z wielu ulg i zwolnień z opłat za atrakcje kulturalno-rozrywkowe w mieście i okolicy.
Ale dość tych nudnych gadek na tematy polityczne. Wracamy do naszej podróży. 
W szynobusie o tej porze dnia nie było wielu pasażerów. Miejsc siedzących pozostało wolnych jeszcze dużo. Wybraliśmy dwa z przodu pojazdu. 
Oczekiwanie na start umilał nam monitor, na którym przewodnik opisywał zalety pojazdu oraz prezentowano krótką charakterystykę regionu. 
Pojazd był czysty i nowoczesny. Czysty bo monitorowany przez kamery ochrony. I dodam jeszcze, że monitoring działał, co nie zawsze kiedyś było takie oczywiste. 
O godzinie 8:00 ruszyliśmy. Prezentacja w monitorze natychmiast przeszła w tryb podróży. Teraz skupiono się bardziej na opisie słownym tego co widać było przez szerokie panoramiczne okna.
Pojazd powoli zbliżył się do przejazdu przy rondzie Placu Gdańskiego. Powoli przeciął nitkę jezdni, zamkniętej teraz czerwonym światłem z sygnalizatora. Przejazd odbywał się przy akompaniamencie starego dzwonka tramwajowego ostrzegającego pieszych.
Wjechaliśmy w korytarz zieleni Parku Zdrojowego, po nasypie dawnej towarówki. Przez okna z prawej strony widać było pierwszych kuracjuszy, którzy rozpoczynali dzień porannym joggingiem po parku.
Nasz pojazd cicho szumiąc silnikiem elektrycznym, dotarł do ulicy Solnej tutaj zakręcił ostro przed warzelnią soli i zatrzymał się na pierwszym przystanku, przed lokalnym muzeum. 
Z prawej strony za oknami widać było jedną z atrakcji Parku Zdrojowego, Park Miniatur Zabytków Kujaw. 
Kiedyś w tym miejscu był dziki parking, ruina starej restauracji i wielka łąka. Dzisiaj to jedno z częściej obok aquaparku i odnowionego po latach niszczenia, zabytkowego basenu termalnego, odwiedzanych atrakcji Ciechocinka. Nie zapominając oczywiście o tężniach i przywróconej w ich pobliżu kilkukilometrowej ścieżce zdrowia, która teraz w okresie bumu na fit-życie, codziennie była oblegana przez ćwiczących.
Na przystanku dołączyła do nas rodzina z dwójką dzieci. Zapewne byli to turyści, którzy zajmowali jedną z pobliskich kwater prywatnych. 
Szynobus ruszył dalej. Za zakrętem ulicy Traugutta, minęliśmy przystanek na życzenie, przed drogą prowadzącą na Kępę Dzikowską. 
Nie zatrzymując się, pojazd wyjechał poza tereny zurbanizowane. Napęd prawie niezauważalnie przełączył się  na ekologiczny silnik spalinowy, o czym poinformowała nas przez głośnik, prowadząca pojazd kobieta i powoli zwiększał szybkość naszej podróży.
Kierowaliśmy się w rejon przystani rzecznej na Wiśle i plaży miejskiej.
Zatrzymaliśmy się wreszcie w pobliżu wału przeciwpowodziowego, którym poprowadzono malowniczą trasę spacerową. Kilkoro pasażerów opuściło nasz "pociąg" i udało  się na plażę miejską. 
Zwykle w dni słoneczne oblegana przez zwolenników kąpieli słonecznych, teraz jeszcze była pusta i cicha. 
My ruszyliśmy dalej. Teraz jechaliśmy malowniczą trasą wzdłuż rzeki Wisły w kierunku ostatecznego celu naszej wyprawy, miasta Nieszawy.
Po drodze jednak mieliśmy zobaczyć jeszcze jedną atrakcję regionu, nowo powstałą tamę czyli tzw. stopień wodny na Wiśle. 
Szeroka betonowa "brama" wodna na rzece, była widoczna już z daleka. W końcu przejechaliśmy pod wiaduktem szosy Lipno - Raciążek i zatrzymaliśmy się na tzw. przystanku widokowym. 
Postój trwał tu 20 minut a dla podróżnych przygotowano schody prowadzące bezpośrednio na punkt widokowy. Kto chciał mógł zwiedzić obiekt i zostać tam dłużej. Transport powrotny zapewniał ten sam szynobus, jadący z powrotem, z Nieszawy. 
Przed nami rozciągał się teraz widok na szeroko rozlany błękit niewielkiego, ale malowniczego; tzw. Zalewu Nieszawskiego. Co prawda tama powstała w Siarzewie, jednak mianowanie nowo powstałego zbiornika wodnego siarzewskim, nie przypadło nikomu do gustu. Nie był to co prawda tak znaczący akwen jak ten za starą tamą we Włocławku, ale walory rekreacyjne posiadał, co od razu dało się zauważyć. Na błękitnej powierzchni wody widać był liczne żagle jachtów. 
Wreszcie nasza podróż dobiegła końca. Dotarliśmy do granic Nieszawy. 
Już z daleka w oddali widać było wieże trzech budowli sakralnych. 
Pierwsza, to wieża zabytkowego kościoła katolickiego. 
Druga wystawała z dachu dawnego klasztorka. 
I wreszcie trzecia, górująca nad dachem odbudowanego kościoła ewangelickiego.
Tak, zgadza się. Nie pomyliłem się. Kościół został odtworzony w oryginalnych rozmiarach na podstawie zachowanej dokumentacji. Była to jednak rekonstrukcja ogólna raczej, niż szczegółowa. Zachowano co prawda zewnętrzny, historyczny wizerunek budowli, ale wnętrze ma już wystrój współczesny.
Zresztą pomysł sam w sobie, o tyle ciekawy co kontrowersyjny. Swego czasu, rozgorzał w mediach regionalnych, sporem zwolenników i przeciwników pomysłu budowy, rozważających wszelkie argumenty za i przeciw.
Ostatecznie jednak obiekt stoi i jest dzisiaj Regionalnym Centrum Kulturalnym. Poza tym, pełni także rolę dworca Nadwiślańskiej Kolejki Turystycznej. Przed budynkiem zorganizowano w miejscu gdzie dawniej znajdowało się zaplecze i plebania kościoła, stację przesiadkową. Stąd pasażerowie mogli udać się na zwiedzanie miasteczka, albo ruszyć dalej, brzegiem Wisły w kierunku Włocławka.
My zakończyliśmy jazdę i ruszyliśmy zwiedzać Nieszawę.
Kiedyś obskurna i zrujnowana, dzisiaj kwitnąca i tryskająca energią. Niegdyś, bliska utraty praw miejskich, dzisiaj przeżywająca rozkwit. Jakże miło było przespacerować się uliczkami, między odnowionymi bądź nawet odbudowanymi domami. Wszędzie oczy nasze pieściły kolorowe barwy ścian i zieleń roślin.
Kolorytu i ekscentryczności dodawały temu miejscu, licznie postawione rzeźby przedstawiające oryginalnej wielkości bohaterów kręconego niegdyś w Nieszawie filmu pt. "Wiosna Panie Sierżancie".
Szliśmy ulicą 3 - go Maja, dawniej ironicznie nazywaną przez złośliwych Sezamkową, dzisiaj będącą szlakiem znanych osób, które odwiedzały miasto i pozostawiły tu w naściennych tablicach, wierne odlewy swych twarzy. Po zejściu nad brzeg Wisły w miejscu dawnej przystani promowej, ujrzeliśmy zorganizowaną tu teraz przystań dla statków wycieczkowych i jachtów.
Stary, wysłużony prom, będący jeszcze do niedawna symbolem miasta, obecnie woził już tylko turystów po zalewie. Tuż obok zaparkował na stałe inny, przywieziony gdzieś z Polski, mniejszy prom, obecnie pełniący rolę kawiarni.
Ech zmieniła się Nieszawa od czasu naszej ostatniej tutaj wizyty. W mieście powstało kilka pensjonatów. Mieszkańcy masowo zamieniają swe stare domy na odnowione, stylowe ale nowoczesne kwatery pod wynajem dla bogatych turystów. Sami natomiast wyprowadzają się do góry poza miasto, gdzie budowane jest nowoczesne osiedle.      
Odkąd powstała nowa zapora na Wiśle, inwestorzy masowo rzucili się na te biedne kujawskie tereny. Na wzgórzach, w rejonie Raciążka i Przypustu powstały ośrodki parolotniowe i narciarskie. Pobudowano hotele i wyciągi. 
Jeden z tych obiektów umiejscowiony w Przypuście,  zasługuje na szczególna uwagę ze względu na swe położenie przy korycie Wisły. Przed startującymi w lecie parolotniarzami a w zimie zjeżdżającymi w dół narciarzami w kierunku rzeki, otwiera się ogromna panorama, która zapiera dech w piersiach, jak mówią.
Pogoda dopisuje. Idziemy z Piotrem brzegiem Zalewu Nieszawskiego po bulwarze. Wreszcie docieramy do kąpieliska miejskiego. Pora wczesna i w wodzie nie ma jeszcze zbyt wielu amatorów kąpieli.
Korzystamy z okazji i wchodzimy do wody. Nurt jest tutaj niewielki bo ograniczony betonową główką - molem, ale woda zimna. Moim ciałem po zanurzeniu głowy w wodzie, wstrząsa nagły dreszcz. Pomimo tego, że woda na stojąco nie sięga mi tu nawet do klatki piersiowej, nie mogę się wynurzyć. Staram się nie wpaść w panikę. Jednak mam wrażenie, że poziom wody podnosi się. Odwracam się w kierunku brzegu. Kilka razy zachłystuję się wodą, kiedy próbuję odbić się od dna, żeby złapać trochę ożywczego tlenu w usta. Czuję jak woda dostaje się do nosa, wywołując w nim uczucie jak po uderzeniu rękawicą bokserską. Gdzie jest Piotr? Dlaczego mi nie pomaga? Chcę krzyczeć, ale głos więźnie mi w gardle. Nagle w oddali słyszę coraz głośniejszy gwizd.
Gwizdek policyjny! Niemożliwe, policjanci teraz nie używają gwizdków.
Ratownik!? Tak. To na pewno ratownik. Gwizdek jest coraz głośniejszy. Narasta mi w uszach jak gwizd lokomotywy na peronie. Przebija się przez wodę i uderza gwałtownie w moje uszy.
Duszę się! Woda zalewa mi płuca.
Przez złowrogi bulgot kipieli dociera do mojej głowy jakiś złowrogi i niezrozumiały głos.
- Paw..! Wy.. t.. cho..r..y ...dzik! 
I z...mi... tą po...k... z ...rzy!
Czuję, że ktoś chyba wyciąga mnie z wody.
A więc to jednak ratunek!
Ponownie słyszę głos w mojej głowie. Teraz jest wyraźny i zrozumiały.
- Paweł! Wyłącz ten cholerny budzik! 
I zdejmij tą poduszkę z twarzy! 
Bo się udusisz!
Matylda moja Żona, szarpała mnie z ramię.
- No co. Śniło mi się, że się topię!
- Mówiłam Ci, żebyś nie pił piwa pod prysznicem?

Tyle o tym co mogłoby być. Teraz o tym co było.
Rzecz o nieistniejącym kościele ewangelickim w Nieszawie.     
    


Tutaj wg posiadanym przeze mnie informacji jest pozostałość po zabudowie przykościelnej.


Prywatna posesja z pozostałościami po kościele.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Kapliczka w rejonie Siarzewa i Podola.

(Publikacja: 20.02.17 r.)


Jadąc z Ciechocinka do Nieszawy drogą położoną równolegle do Wisły, po prawej stronie w pewnym momencie napotkamy taki oto obiekt. Kapliczka, która kształtem przypomina wiele z tych już wcześniej przeze mnie udokumentowanych na blogu. Jedyna różnica to ta, że tutaj poza frontem, na bokach "wieżyczki" także umieszczono figurki. Nie ujawniłem na niej żadnych napisów. Nie wiem z jakich lat pochodzi. Aczkolwiek mapy wskazują, że już przed w czasie i pewnie przed II Wojną Światową był tu podobny obiekt.










Dawna synagoga w Nieszawie


(Publikacja na blogu – 27.01.2015 r.)


Zwykle tworzenie postów o lokalnych ciekawostkach na blogu zaczynam od wizyty w terenie i zamieszczam w nich zdjęcia ukazujące jak dzisiaj prezentują się odwiedzane przeze mnie miejsca. W tym przypadku jest inaczej. Najpierw ...kiedyś…, potem …dzisiaj…
Nieszawa to ciekawe miejsce. Na bardzo małej przestrzeni zajmowanej przez miasteczko zgromadzono wiele interesujących dla poszukiwacza lokalnych ciekawostek i historii rzeczy.
synagoga_w_nieszawie


Synagoga w Nieszawie jak większość budowli żydowskich uległa zniszczeniu. Obecnie w tym miejscu znajduje się teren prywatnej działki. Jednak jest jeszcze coś co pozostało po dawnych czasach. Ogrodzenie, które znajdujemy na miejscu zdaje się być we fragmentach tym ze zdjęcia powyżej.




Ossendówka w Nieszawie

(Publikacja: 20.02.2017 r.)

Dawna Ossendówka dzisiaj.

6 lat (1932-1938)(Chociaż spotkałem się z publikacjami w których się pisze tylko o 4 latach od 1932 do 36) z dziejów przedwojennej Nieszawy wiąże się z nazwiskiem, które jednym mniej a innym bardziej jest znane. Bardziej znane jest zapewne tym, którzy zawodowo, bądź amatorsko parają się geografią.



Kiedyś. Wygląda trochę inaczej. No cóż, przez tyle lat budynek mógł się zmienić.
https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/118908/



https://pl.wikipedia.org/wiki/Ferdynand_Ossendowski

Mowa tu będzie o prof. dr. Antonim Ferdynandzie Ossendowskim. Niektórzy mówią, że to polski Indiana Jones. 
W Nieszawie przy ul. Bulwar 34 nad brzegiem Wisły stoi niepozorny dom. Na nim umieszczono pamiątkową tablicę. Na niej napis: 
"OSSENDÓWKA" 
W tym domu przebywał w latach 1932-1938 Ferdynand Antoni Ossendowski(1876-1945)
Honorowy obywatel miasta Nieszawy - 1933. Polski pisarz. Publicysta. Podróżnik.Doktor nauk chemicznych. Członek Akademii Francuskiej.

Zima w mieście.



Dziękuję za poświęcony czas. Aby kontynuować przeglądanie starszych wpisów kliknij na link "starsze posty" lub wejdź w archiwum.