TAGI (szukasz postów powiązanych tematycznie tu je znajdziesz):

piątek, 5 lipca 2013

Czy poznańskie koziołki zawarły rozejm?


Pojechać do Poznania i nie zobaczyć jak się koziołki trykają? Można. I wcale nie dlatego że o 12:00 można nie znaleźć się pod Ratuszem na Starym Rynku. Po prostu może nastąpić awaria. Nawet pomimo oklasków licznie zgromadzonych ludzi koziołki stały jak wmurowane. Czyżby zawarły rozejm? Pokój? Legenda głosi, że znalazły się na Ratuszu, ponieważ dawno temu tam wlazły i tak już zostały. Liczne zgromadzona publiczność musiała w tym dniu odejść zawiedziona.

sobota, 29 czerwca 2013

Pan Wojtek w Plaży

Kontrowersyjny. Prawie zawsze na bosaka. Ciekawy człowiek. Zapewne liczba zwolenników równa się liczbie przeciwników. Napisał ciekawe książki. Zrealizował ciekawe programy. Ma swój styl. Jest charyzmatyczny. 

niedziela, 23 czerwca 2013

"Perła" uzdrowisk by night. Vol. next.

Przypadkowe zdjęcia z telefonu komórkowego.

Ciechocinek - miasto, które trochę odcina kupony od swojej popularnej nazwy. Ostatnio trochę próbuje odzyskać dawny splendor. Pojawiły się nowe ścieżki, nowe budowle. Ale i tak wszyscy czekają na basen... Szczególnie gdy za oknami temperatura oscyluje wokół żaru. Póki co możliwość ochłody dają tylko fontanny. No i oczywiście schłodzone napoje. Do tego miejsca najlepiej pasowałby uliczny *saturator z wodą z sokiem malinowym :-)))

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Znowu Służewo. Bród, młyn Zwolińskiego, zamek...? i pałac o którym wszyscy mówią.

Do brodu docieramy z drogi do Grabia, zjeżdżając w dół przy tym krzyżu. Żeby tam dojechać, trzeba najpierw wjechać szosą na Suchatówkę. Przy skrzyżowaniu z Czarną Drogą w lewo. A potem prosto na Grabie aż do krzyża.
...........................................................................................................................................................................................................................................................
31.10.2012 rok
Jak się okazuje, co poświadcza poniższe zdjęcie otrzymane od jednego z gości bloga, ten krzyż nie jest oryginalny. Podobno, stary oryginalny, został kiedyś skradziony.
..........................................................................................................................................................................................................................................................
Ta miejscowość pojawiła się już na moim blogu w kontekście II Wojny Światowej. Dziś wracam do Służewa. Krótka ok. 28km. wycieczka rowerem przez poligon z Aleksandrowa przez Maciejewo. (?Dla tych co nie jarzą gdzie to wyjaśniam: Maciejewo to już nieistniejąca miejscowość na poligonie za Tążyną. Po stronie Aleksandrowa leżą tam Chrusty.) Zahaczyłem także po drodze o Służewo. Przeprawiwszy się uprzednio przez bród na Tążynie. Zresztą co do przynależności administracyjnej na podstawie starych map, ciężko coś wnioskować. Np. poza Maciejewem w tym miejscu pojawia się też nazwa Herzogsfelde. Wszystko pewnie zależało od tego, kto aktualnie rządził na tych terenach.


sobota, 18 maja 2013

Cmentarz w Kamieńcu. Stary cmentarz oczywiście.

Kolejna lokalna ciekawostka na mapie powiatu aleksandrowskiego, znajduje się w Kamieńcu. Przy drodze. Nie sposób nie zauważyć sporej wyspy krzaków na tle pól. Obecnie malowniczo upstrzonej kwiatami bzów.  Pora na szukanie pozostałości działalności ludzkiej nie jest najlepsza. Zieleń wszystko skrywa. Jednak pozostałości cmentarza są widoczne. Niestety nic ciekawego nie udało mi się odnaleźć. Standard. Pozostałości po nagrobkach. Według posiadanych przeze mnie informacji to stary cmentarz ewangelicki. Sporo ewangelików tu musiało mieszkać. 

piątek, 3 maja 2013

7. Bunkry. Wizyta w troszkę innym skansenie...

http://jerzy-foto.blogspot.com/2011/08/bunkry-ciag-dalszy-otoczyn-pomiedzy.html - tutaj poprzedni post o tzw. bunkrach.

Niedziela, ciepło zupełnie jak nie tego lata :-). Zaplanowałem wizytę w Skansenie fortecznym w Toruniu. Trudno, mógłbym leżeć nad jeziorem i się opalać, ale skansen jest otwarty (otwarty to jest zawsze:-) bo to szczere pole, ale nie ma przewodnika i kluczy...) w miesiącu tylko dwa razy. I tylko wtedy jest tam przewodnik. Ten skansen to dzieło zapaleńców, którzy postanowili zachować w pamięci to z czego Toruń słynie i wbrew powszechnej opinii nie są to pierniki :-) Toruń to wielka twierdza. Niestety wiele z architektury wojskowej miasta odchodzi w niepamięć, rozkradziona przez złomiarzy bądź zagarnięta przez chwassssty i krzrzrzaki... Jeśli oczekujecie jakichś super atrakcji to zawiedziecie się odwiedzając ten obiekt. Przewodnik ochotnik. 5zł zwiedzanie z przewodnikiem. Trawa i krzaki. Ale to nie o to chodzi. Nie ma kasy a tam można zobaczyć coś co mogłoby miastu kasę przynieść. Trochę historii miasta, wojska.
Na miejscu spotykam pana w kapeluszu, który na pierwszy rzut oka jest fascynatem tego co robi. Opowiada może mało profesjonalnie, ale za to bardzo ciekawie. Widać, że to nie są wyuczone na pamięć zdania z książek, Ja pytam i pytam... a pan przewodnik niestrudzenie odpowiada, opowiada, odpowiada, opowiada...
W skansenie trochę tego co stare trochę tego co współczesne. Warto tam się przejechać. Może kiedyś ten obiekt stanie się znany, bardzo znany, w świecie :-) http://www.torun.fortyfikacje.pl/ Nie chce mi się pisać szczegółów. Pod linkiem sobie można wszystko przeczytać. Dodam, że post ten właściwie stanowi kontynuacje tego co pisałem o bunkrach w rejonie Aleksandrowa. W skansenie znajduje się obecnie Tobruk spod jedynki tutaj przytargany na pamiątkę i ku uciesze gawiedzi. Dlatego post ten mieści się w ramach powołanej przeze mnie etykiety lokalne ciekawostki.


6. Bunkry - ciąg dalszy. Otłoczyn. Pomiędzy Szosą E1 a Wisłą.

http://jerzy-foto.blogspot.com/2011/05/bunkry-ciag-dalszy-rejon-trasy-a1.html - Tutaj poprzedni post o tzw. "bunkrach".
Wracam do tematu umocnień z II Wojny Światowej w okolicach Aleksandrowa. Kontynuując marsz umocnieniami od torów w Otłoczynku do jedynki po jej drugiej stronie napotykamy na wzniesieniach na wykopy. Dalszy ciąg niemieckich umocnień, no bo cóż to innego mogłoby być :-) Na obu krańcach wzgórza, przy szosie oraz na przeciwległym końcu natrafiłem na wystające z ziemi betonowe płyty. Zasypane ziemią w sporych dołach. Nie ma zielonego pojęcia co to, ale kombinuje, że nie znalazły się tutaj przypadkowo. Jak dla mnie to mogą to być jakieś fragmenty niemieckich transzei. Może przewrócone. Może umocnienia stanowisk bojowych armat. Z kształtów widocznych na ziemi wynika że to betonowe płaskie ściany w kształcie litery S. Jakieś bardziej trywialne przeznaczenie tych płyt w tym miejscu nie przychodzi mi do głowy :-) Może znajdzie się ktoś kto wie coś więcej to zapraszam do komentowania.


2. Punkt Oporu Otłoczyn. Ciąg dalszy. (Lewa strona torowiska).

Przechodząc w Otłoczynku przez przejazd na drugą stronę torów na czarną drogę, po prawej, na wzgórzu widzimy dom. Kiedyś pewnie było to miejsce pracy dróżnika. Tutaj - ciekawostka... Fragment infrastruktury poligonu. Stara budka wartownicza. Raczej chyba powojenna konstrukcja. A gdzie bunkry? 

1. Umocnienia z II Wojny Światowej. Południowa strona twierdzy Toruń. Punkt Oporu Otłoczynek. Prawa strona torów.

Zrobiło się ciepło. Świeci słońce. Jest sobota... Trzeba iść do pracy, na noc! Buee. Ale w południe można trochę pozwiedzać. Wymyśliłem sobie, że w tym roku poznam dokładniej tereny, które pompowały moją wyobraźnię od dziecka. Bunkry i okopy z II Wojny Światowej w rejonie Otłoczyna, Tążyny i poligonu. Po co? Bo są. Bo warto znać swoją historię. Bo czasem znajomość terenu w którym mieszkamy się przydaje. Umocnienia te powstawały w ramach przygotowań miasta do roli twierdzy (www.1bmt.wp.mil.pl/pl/43_79.html) od sierpnia 1944r. Tworzyć miały zewnętrzny pierścień obrony tzw. pozycje alarmowania. Nie robią może zbyt ogromnego wrażenia, ale są u nas i zawsze budziły zainteresowanie. Z informacji publikowanych w necie wynika, że były budowane przez głównie robotników z Organizacji „Todt”, junaków „Baudienstu” i jednostki saperskie (ok.5500 osób) oraz przez więźniów oraz ludność cywilną. Mieszkańcy wiedzą, że bunkry są, ale nie wiedzą dokładnie gdzie. Jeśli znają i widzieli to najczęściej 2 czasem 3, 4. A jest i było ich więcej. Więcej było? Ano było. Powstająca autostrada niszczy historię. No może  nie do końca :-) Jeden z bunkrów dzięki tej budowie, wylądował w skansenie w Toruniu. Na wieczną pamiątkę. Niemcy rozmieścili te schrony w kilku grupach, położonych w pobliżu dróg. Miały stanowić pierwsze punkty oporu przed nadciągającymi Rosjanami. W wielu miejscach również wciąż jeszcze można trafić na pozostałości rowu przeciwczołgowego, który pod koniec wojny został wykopany równo ponoć 1000 m poza linią bunkrów i okopów. Była to druga linia obrony. W moim poście skupię się na tym co w naszej okolicy. Na pierwszy ogień wziąłem umocnienia, które znajdują się w rejonie torów z Aleksandrowa do Torunia.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Kolejna publikacja Roberta Stodolnego :-)

http://www.empik.com/kosciol-pod-wezwaniem-przemienienia-panskiego-w-aleksandrowie-kujawskim-wybrane-aspekty-z-historii-s-stodolny-robert,p1070536145,ebooki-i-mp3-p

Robert po raz kolejny zaskoczył mnie publikacją na temat lokalny. Oczywiście jak zwykle polecam na moim blogu tym którzy interesują się lokalnymi ciekawostkami i chcą zgłębić ich historię troszkę głębiej niż to co serwują nam oficjalne źródła od lat wielu.



"Niniejsze opracowanie jest poświęcone wybranym elementom historii kościoła w Aleksandrowie Kujawskim oraz zgromadzonym w nim dziełom sztuki. Historia budowy i rozbudowy kościoła pokazuje, jak w soczewce, losy lokalnej społeczności starającej się budować własną tożsamość nawet w niesprzyjających czasach rozbiorów.
Autor zwraca uwagę na cenne dzieła sztuki, których znajomość warta jest szerszego zainteresowania. Należą do nich barokowy obraz Chrystusa ukrzyżowanego, ufundowany przez prymasa Michała S. Radziejowskiego do kaplicy św. Karola Boromeusza w seminarium księży misjonarzy w Łowiczu ok. 1695-1700 r. oraz relief „Ostatnia wieczerza” Wacława Bębnowskiego.
Miłośników zagadek w stylu „Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna, zaskoczyć może obecność w Aleksandrowskim kościele płaskorzeźby „Ostatnia Wieczerza”, będącej swoistą polemiką artystyczną z obrazem Leonarda. Autorem reliefu jest utalentowany artysta Wacław Bębnowski (1865-1945). Dzieło to, tak jak i inne prace tego artysty wykonane do tego kościoła, dotychczas pozostawało niezauważone. Całość osadzona jest w kontekście historycznym. Autor podkreśla szerokie zaangażowanie w powstanie i rozwój świątyni miejscowej społeczności oraz rodziny Trojanowskich - miejscowych ziemian."

Przeczytałem i śmiało mogę polecić. Publikacja bardzo ciekawa. Dla wielbicieli lokalnych historii to na pewno pozycja niezbędna.

Ostatnio Miejskie Centrum Kultury często organizuje spotkania z ciekawymi ludźmi. A może by tak zrobić spotkanie ludzi zainteresowanych historią z Robertem. Myślę, że uczestnicy tego bloga, jego czytelnicy i wielbiciele ;-) mogliby być zainteresowani. Kto chce niech zgłasza akces w komentarzach, żeby było wiadomo, że jest zainteresowanie. 

niedziela, 21 kwietnia 2013

sobota, 30 marca 2013

Kierchol w Aleksandrowie Kuj. Cmentarz Żydowski.

Na końcu ulicy Parkowej. Hmm teraz to już nie jest koniec, ale raczej chyba gdzieś środek :-) na tzw. Kiercholu w Aleksandrowie Kuj. znajdował się hmm - Kierchol? Cmentarz Żydowski. Dzisiaj pozostały po nim tylko pamięć i pomnik postawiony niedawno przez miasto. Śladów materialnych tego miejsca na ziemi próżno szukać. Wybrałem się pobiegać, zabrałem aparat i wdrapałem się na góry żeby dokonać jak to mówią archeolodzy - powierzchniówek :-) Ciekawość - czy znajdę chociaż mały ślad po cmentarzu? Zimno - wieje wiatr. Cmentarz był usytuowany poza miastem i na wzniesieniu. Co potwierdza definicja z Encyklopedii PWN (online): " kirkut, kierkut, cmentarz żydowski; na ogół sytuowany poza zwartą zabudową na zboczu wzniesienia, z charakterystycznymi nagrobkami macewami." Od małego pamiętam, że na tę okolice wołano "Kierchol".
W słowniku wyrazów obcych PWN (online) odnajdujemy taką definicję słowa Kirkut - "cmentarz żydowski: <niem. dial. kirch-kot (od kot błoto) pogard. o cmentarzu żydowskim, zam. kirch-hof cmentarz>"
W Wikipedii natomiast znajdujemy coś takiego:
"Kirkut, kierkow, kierchol, kirchol (od niem. słowa Kirchhof, oznaczającego dziedziniec kościelny, na którym grzebano zmarłych) – określenie cmentarza żydowskiego od wieków używane przez Polaków, głównie mieszkańców Galicji. Żydzi nie używali tego określenia, zastępując je nazwami w jidysz (bejsojlem, bejsakwores i inne), pochodzącymi z hebrajskiego." 
W każdym bądź razie, cmentarz żydowski w Aleksandrowie był i ma to odzwierciedlenie w nieoficjalnej nazwie tego miejsca.

Pamiętam, że kiedyś kiedy w telewizji był dla dzieci tylko jedynie słuszny "Teleranek" a sensacyjne filmy były dostępne dla dorosłych w sobotnim Kinie Nocnym, to miejsce (okoliczne wzgórza) zimą było oblegane jak kolejka linowa na Kasprowy Wierch. W lecie miejsce randek i szkolnych bijatyk. W zimie nartostrada i skocznia. Teraz to nawet w ferie, można tam spotkać co najwyżej starszą panią z pieskiem. O tempora o mores! - :-)chciałoby się wleźć na szczyt i zawołać.

Miejsce to jest porośnięte krzakami, dalej jest pole uprawne. Teraz leży tam trochę śniegu. Z przekazów ustnych znajomych wiem, że kilkanaście lat temu można tam było znaleźć fragmenty tablic i podmurowań. Obecnie nie ma tam nawet śladu, który identyfikowałby miejsca pochówku zmarłych. Krzaki, redliny, trawa, kamienie... Właśnie, kamienie! Na krańcu pola, tuż przy zboczu leży sterta kamieni i drewnianych bali. Kiedyś niedaleko przy domu gospodarza stał wiatrak - może to pozostałość? Za zimno, żeby szukać gospodarza, może innym razem. W kamieniach chyba wyoranych z tego miejsca, bo nie przypuszczam, żeby rolnik celowo na skraj pola zwoził tu gruz, odnajduję jakieś pokruszone fragmenty, jakby lastriko? posadzka, płyty grobowe?! Nie wiem, wydaje mi się, że mogą to być pozostałości po zabudowie cmentarza.

Cmentarz powstał prawdopodobnie pod koniec XIXw. Został zdewastowany podczas II Wojny Światowej. Miał powierzchnię 5120m2. Na cmentarzu znajdował się budynek dozorcy. Informacje te pochodzą ze strony www.sztetl.org.pl  Jest tam zamieszczone zachowane przedwojenne zdjęcie z cmentarza "Przy grobie rodzinnym Szymowiczów"- Link: http://www.sztetl.org.pl/pl/city/aleksandrow-kujawski/

Sekcja Karate w Aleksandrowie Kuj.


TRENINGI DLA DZIECI I MŁODZIEŻY SZKOLNEJ

PONIEDZIAŁEK I ŚRODA GODZINA: 18:00 DO 19:00

ZAPRASZAMY DO MIEJSKIEGO CENTRUM KULTURY W ALEKSANDROWIE KUJ.


STRONA TKKK 

http://www.karate.8host.pl/?go=entry&id=218


Link do strony "Stowarzyszenie Aleksandrowska Kultura".

http://aleksandrowskakultura.blogspot.com/2013/02/kolejna-propozycja-na-dobre-spedzenie.html?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+StowarzyszeniealeksandrowskaKultura+%28Stowarzyszenie+%22Aleksandrowska+Kultura%22%29


Gazeta Aleksandrowska - str. 13 :-)


Wesołych Świąt

Wesołych Świąt wszystkim czytelnikom. Wielu prezentów od Zająca po choinką che che 

poniedziałek, 4 marca 2013

Seminarium kumite w Wałczu 2013.

W pierwszy weekend marca odbyło się w Wałczu seminarium kumite. Z Japonii do COS OPO we Wałczu zjechali dwaj instruktorzy japońscy - Norichika Tsukamoto, mistrz świata z 2011 r. i trener kadry Japonii Tadashi Ishihara. Oto kilka fotek z tego wydarzenia. Było fajnie. Trochę siniaków zostało na pamiątkę. Szkoda, że z racji liczebności uczestników widoczność była ograniczona i nie każdy mógł z daleka dojrzeć szczegóły technik. Ale naprawdę i tak wiele można było ciekawego zobaczyć. Taka mi się myśl nasunęła. Japończycy w przeciwieństwie do Polaków uśmiechali się częściej. Tsukamoto zaprezentował swoje najlepsze techniki. Co ciekawe zwykle Japończycy kojarzą mi się z rygorem i klasyczną techniką. A przecież to co zawsze prezentował Tsukamoto cechowało się oryginalnością i było zaskakujące. Otwarty umysł? Wiele rzeczy o których mówił przypominało mi to co pisał i co mówił Bruce Lee.
Karate musi sprawiać radość i trzeba mieć otwarty umysł. Ale najważniejsze są podstawy zdobyte na początku drogi. - to mój wniosek na koniec seminarium.
 ;-)

Z lewej Tadashi Ishihara z prawej Norichika Tsukamoto.

czwartek, 21 lutego 2013

Tak wygląda moje miasto nad ranem.


Budynek ten to klasztor ss. służebniczek NMP, z 1890 jak podają oficjalne źródła. Wpisany na listę zabytków. Jeszcze parę lat temu zwany był "Czerwonym Przedszkolem". Skrzyżowanie ulic Szkolnej i Wojska Polskiego.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

A może nad morze...

Malbork po drodze. Sweet focia pierwsza :-)
W zimę wszyscy jadą w góry. A mnie zawsze ciekawiło jak wygląda zima nad morzem. 

środa, 23 stycznia 2013

Zmiana tytułu bloga.

Ze względu na to, że w kręgach osób zainteresowanych moim blogiem pojawiła się nieformalna nazwa pod którą najczęściej się on pojawia oraz w celu ułatwienia popularyzacji w szerszym gronie, zmieniam starą nazwę. Od dzisiaj to jest Blog Jerzego. Adres pozostaje ten sam: jerzy-foto.blogspot.com.  Jednocześnie przepraszam wszystkich czytelników za powstałe niedogodności związane ze zmianą nazwy.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Nowy Rok

Szczęścia w Nowym Roku. Dużo kasy bo jak mówią w NFZ, jak będzie kasa to i zdrowie będzie... Samych radosnych chwil. Pozdrawiam.

niedziela, 30 grudnia 2012

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Święta Bożego Narodzenia 2012

Wszystkim osobom, które tutaj zaglądają i wtrącają swoje trzy grosze. Wszystkim, którzy pozostawili na tym blogu trochę swojej cennej wiedzy. Przypadkowym gościom oraz stałym bywalcom, życzę Szczęścia w Święta. Dużo prezentów pod choinką. Jerzy

poniedziałek, 5 listopada 2012

O Aleksandrowie Kuj.




Można by rzec, że idąc tropem poprzednich postów teraz zamieszczam informację o źródle z którego pewnie wielu jeszcze skorzysta, szukając informacji o Aleksandrowie Kuj. A przynajmniej mam nadzieję, że publikacja ta nie przejdzie bez echa. Nie mogę oceniać jej pod kątem zawartych treści, ponieważ nie mam ku temu żadnych podstaw. Pozostawiam to naukowcom. Mogę jednak stwierdzić, że odbiega ona od tego co się zwykle spotyka w nielicznych publikacjach o Aleksandrowie. Jest pisana bardzo przystępnie. Po przeczytaniu jej chyba trochę inaczej patrzę na Aleksandrów. Nie pierwsza to praca naszego, jak się co niektórzy domyślą, kolegi Roberta, którego komentarza wielokrotnie już pojawiały się na tym blogu. Warto w/w przeczytać, chociażby po to aby poznać inne spojrzenie na te same wydarzenia.

niedziela, 28 października 2012

Dęby, park, staw i Świątynia Dumania?

Ten post jest kontynuacją opowieści o piramidzie Edwarda hr. Mycielskiego-Trojanowskiego. Piramida stoi na terenach dawnej posiadłości w/w. Obecnie część tej ziemi zajmuje tzw. Ogrodnik. Szkoła, która kiedyś podobno nosiła miano renomowanej. Jak to jest teraz, nie wiem. Sądząc po obejściu to już chyba tak nie jest. A obejście zacne, niestety mocno zaniedbane. Korzystając z tego, że w Polsce zima a w Aleksandrowie jesień, robię kilka fot do serii "lokalne ciekawostki"
.
Taa.. wiem. Aberracje chromatyczne! Obrzydlistwo. Ale wcale tak łatwo się tego nie usuwa jak się nie ma porządnego programu.

sobota, 13 października 2012

Fasola na ścianie.

Kolejne foto z serii lokalne arcydzieła graffiti. Ciechocinek - stary basen. Znana twarz angielskiego komika wymalowana na ścianie budynku. Niestety stan dawnego basenu termo-solankowego nie skłania do śmiechu. Aczkolwiek rzucając spojrzenie przez płot na nieckę basenu zarosłą krzakami, też można dostać wielkich oczu...

niedziela, 7 października 2012

Seminarium Instruktorskie w Wałczu 2012r.

W ten weekend w Wałczu w COS OPO odbyło się kolejne Seminarium instruktorskie i konsultacje kadry PFKK. Ja tam byłem, poglądy wymieniałem, wiedzę zdobywałem. Centralny Ośrodek Sportu Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Wałczu to bardzo przyjazny i malowniczo położony obiekt. Hotel, sale sportowe, jezioro. W lecie zapewne prym wiodą tu kajakarze bo to ich siedziba.
Wykład Sensei Jarosława Rogali. W tle przy tablicy przygotowuje się do swojej części zajęć Shihan Jeremicz.

wtorek, 2 października 2012

Bachórka.

Podróż na koniec powiatu. Miejscowość Bachórka. Wg informacji z netu był tam cmentarz ewangelicki. Niestety warunki eksploracji na miejscu uniemożliwiają jeszcze odnalezienie czegokolwiek. Krzaki i zielsko opanowało okolicę. Jednak miejsce ciekawe jak się okazuje. Zwiad w terenie poparłem analizą starych map, które potwierdziły istnienie tam cmentarza, no i Geoportal także to potwierdza. Na miejscu co prawda nie znalazłem tego czego szukałem, ale za to natknąłem się na coś innego. Na co? Podejrzewam, że to pozostałość po przebiegającej tędy równolegle do drogi patrząc na poniższą fotkę, po jej prawej stronie, linii kolejowej. Oczywiście wąskotorowej. Prowadziła ona do cukrowni w Brześciu Kujawskim. Pytanie czy umiejscowienie drogi jest takie same jak w tych dawnych czasach. Ale myślę, że raczej tak. Pewne rzeczy nie zmieniają się.
A jaka to pozostałość? Podejrzewam, że są to resztki mostku, które pozostały na przecinającym drogę Kanale Bachorza.
Według map równolegle do tej drogi biegła kolej wąskotorowa.

niedziela, 30 września 2012

Kruszwica - ciąg dalszy. Krajobraz bez Wieży.

Cukier krzepi chciałoby się rzec :-) Jedz cukier duży urośniesz... Widoki z Mysiej Wieży na Kruszwicę.

Kruszwica. Mysia Wieża. Centrum mocy... ;-)

Idąc za ciosem, teraz kolej na krajobrazy z Kruszwicy. Miasto robi wrażenie smutnego i brudnego. W następnym poście zapodam kilka fot. Samo Gopło natomiast i Mysia Wieża to jakby zupełnie inny świat. Jakaś oaza do której zajeżdżają turyści. Zapoznając się z historią tego miejsca, znalazłem taką ciekawostkę troszkę rodem z  Danikena :-)
"Obecnie Mysia Wieża znana jest jako centrum mocy. Dla niewtajemniczonych wyjaśniamy, iż według twierdzeń radiestetów na ziemi występują specjalne miejsca tzw. czakramy, które odznaczają się szczególnie korzystnym oddziaływaniem na organizmy żywe, w tym ludzi.

Jak wiadomo, organizacje plemienne w przeszłości przy wyborze miejsca zamieszkania kierowały się obronnością i dlatego pierwsza osada powstała na Półwyspie Rzępowskim. Jednak jeśli wierzyć niektórym poglądom, zwłaszcza tym opartym o energię ziemi (radiestezja), promieniowanie brył i korzystne ukształtowanie terenu (feng shui), specyficzne miejsce zostało przez nich wybrane z uwagi na swoją "moc życia". Historycy są zgodni, że także pogańskie świątynie powstawały w miejscach najbardziej sprzyjających duchowo, a budowniczowie zamków i domów jeszcze w średniowieczu i długo później, przed wzniesieniem budynku określali "zdrowotność" miejsca i m.in. występowanie cieków wodnych. Sztuka ta zapomniana we współczesnym świecie, przyciąga swoją tajemniczością, ale np. w Chinach traktowana jest jako podstawowa wiedza wpływająca na jakość życia. Ostatnio coraz częściej słychać, że np. po wejściu na Mysią Wieżę przestaje kogoś boleć głowa, ludzie wracają z niej uspokojeni wewnętrznie." 
http://www.pttk-kruszwica.pl/
Niech Moc będzie z Wami... ;-)cytując klasyka...
Mnie głowa przed przyjazdem nie bolała, ale i po wyjeździe nie zaczęła :-)
Nad jeziorem przy Mysiej Wieży można natomiast na pewno psychicznie odpocząć. I to faktycznie działa.
Prawie się nabrałem :-)

Kajakarze w Kruszwicy.

Kruszwica to miasto znane z Mysiej Wieży. Fajne jezioro. Klimat i przyroda. Reszta miasta brudna i smutna. Naprawdę nic ciekawego. Ale o tym później. 
Na początek kilka fotek z tego co pod Mysią Wieżą zastałem. Międzynarodowe zawody kajakarzy. Żałowałem, że nie wziąłem dłuższej ogniskowej... No cóż, wycieczka była dość przypadkowa i nie planowana ;-) 
Taka myślę, przyjemna wizualnie odskocznia od cmentarzy i historii. Już trochę ponuractwem z bloga waliło za bardzo. A i pogoda trochę ładniejsza się zrobiła :-)



sobota, 29 września 2012

Zakrzewo - przykład tego, że można...

Kolejny przykład z gminy Zakrzewo świadczący o tym, że można... Można zadbać o miejsca, które gdzie indziej są śmietnikami.
Opisane, wysprzątane i upamiętnione. Cmentarz choleryczny z 1848r.



Antoniewo albo Kałęczyn. Cmentarz… znowu.

Niedaleko od drogi, gdzieś pomiędzy Antoniewem a Kałęczynem w polu znajduje się wyspa krzaków i drzew. Tutaj znajdował się cmentarz. Obecnie nie warto pchać się w te krzaki. Właściwie, poza kilkoma wystającymi z ziemi płytami nic tu nie znajdziecie. Wg informacji (http://lapidaria.wikidot.com) z netu był to cmentarz ewangelicki.

piątek, 7 września 2012

Śladem niemieckiej techniki wojennej. Kanał Mazurski.

Jadę dalej, tropem nazistów po Mazurach. Tym razem przenoszę się nad wodę. Właściwie to nad wodę, która kiedyś tam miała być... 
Kanał Mazurski zaczął powstawać w 1911r.! Niemcy chcieli połączyć nim jeziora mazurskie z ... Bałtykiem! W skład budowli kanału miały wchodzić śluzy. Prace przerwano. Wznowiono je w czasie II Wojny Światowej. I znowu przerwano. Dzisiaj można te wynalazki zobaczyć. Działają mocno na wyobraźnię. Ukryte w krzakach, między drzewami, betonowe niedokończone budowle.
Początki kanału znajdują się w sąsiedztwie Mamerek. Można tam zobaczyć jedną śluzę niedokończoną Leśniewo Dolne i jedną prawie skończoną - Leśniewo Górne.
Na tej drugiej obecnie rozłożył się park linowy. Budowla ta z olbrzymią dziurą w ścianie w kształcie faszystowskiej gapy wygląda jak z ekranizacji książek Verna'a.


Leśniewo Dolne

Śladem niemieckiej techniki wojennej. Anna w Mamerkach.

O tym miejscu dowiedziałem się przypadkowo od kolegi. O Gierłoży i Wilczym Szańcu słyszał chyba każdy Polak. Ale o Mamerkach...? Wątpię. A to tylko ok. 18km. od Kwatery Hitlera. Hmm... Aż dziw ile w Polsce jest takich miejsc, ciekawych i nieznanych. A niby chcemy być atrakcyjni turystycznie... Heh... okazuje się, że niemieckie pomysły na opanowanie świata, mają w Polsce całkiem spore odbicie w budowlach.
Kwatera główna niemieckich wojsk lądowych. Kryptonim Anna. 
Na miejscu namiot, parking, opłata. Ale jakbym się uparł to pewnie wszystko dałoby się zwiedzić za darmo. ...Prowizorka... Wygląda to trochę jak w skansenie fortyfikacji w Toruniu. Zapaleńcy i pomysł. Ale turyści tu docierają i zwiedzają, widziałem. Generalnie to przy okolicznych zabytkach przeważają niemieckie autokary. No cóż...
W Mamerkach można obejrzeć, dotknąć i zwiedzić w środku takie bunkry jak te, które były w Gierłoży. Troszkę mniejsze. Ale jest tam bunkier gigant. Robi wrażenie. Na dachu tego ustrojstwa zainstalowano kolejne, współczesne. Wieżę widokową. Widok z niej to generalnie czubki drzew i kawałek jeziora :-)
Poza wejściem na górę można w Mamerkach także zejść w dół i przespacerować się podziemnym korytarzem technicznym między schronami (pamiętajcie o latarce).
Wszystko ukryte w krzakach w lesie, pomiędzy drzewami. Tuż przy brzegu jeziora. Żeby zobaczyć wszystko trzeba czasu i dobrych butów.
Może zamiast produkować kolejne Juraparki ktoś tutaj kiedyś zrobi coś naprawę fajnego...

http://www.mamerki.com/



Wygląda jak ziemianka z błota :-) To sztuczne maskowanie, udające mech. Kiedyś było zielone.

Śladem niemieckiej techniki wojennej. Wilczy Szaniec.

Piramida?
Menu w restauracji. Ciekawe co na to Magda G. ...?
Zbierałem się, zbierałem. W końcu się wybrałem. Do Gierłoży. Na Mazury. Czyli do Wilczego Szańca. Kwatery Adolfa Hitlera. Powiem krótko. To co Niemcy kiedyś budowali, to jest dla mnie czyste science fiction. Ja tego nie ogarniam. Bunkry w Gierłoży. Kanał Mazurski. Podziemia w Książu. Materiał na scenariusz kilku komiksów. Pomijając oczywiście to, ile cierpień ludzi i przelanej krwi wiąże się z realizacją tych ich pomysłów. Jednak myślę, że każdy to dobrze wie i zdaje sobie z tego sprawę.
Na miejscu dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy... Np., że to co w Wilczym Szańcu można zobaczyć i co tak efektownie wygląda na zdjęciach w necie to tylko ruiny. Że ekspozycja jest pod zarządem firmy nomen omen polsko-austriackiej... Co potwierdziła oprowadzająca po obiekcie pani przewodnik. I pewnie wpływy ze zwiedzania jak z hipermarketów idą za granicę? che che. No, ale w końcu Hitler był Austriakiem.
Tak, tylko ruiny. Kwatera została przez Niemców wysadzona. Pozostały tylko schowane w lesie ściany budowli oddające ich ogólny kształt. Drogi ponoć rozkradli po wojnie miejscowi. Na miejscu jest stylizowana na kasyno wojskowe z epoki restauracja i hotel.
Wrażenia? No cóż.. ogólnie to troszkę wszystko się sypie...:-) A serio to chyba brak pomysłu i może kasy na ekspozycję tego betonu. Ale warto ten spadek po nazistach zobaczyć. Choćby po to by ocenić jak wiele Niemcy zainwestowali w wojnę i jak nieograniczona wtedy była wena twórcza ich naukowców i projektantów.
http://www.wolfsschanze.pl


poniedziałek, 3 września 2012

piątek, 27 lipca 2012

Kajakiem do Nie Swornych Gaci :-)))

Spływ kajakowy jest fajny. O ile płynie się wąskimi kanałami i rzekami a nie przez pustynię wodną na środku jeziora. Spokój i cisza. Piękne widoki. Przyroda. Jedyne wydarzenia, które zakłóciły relaksacyjną wycieczkę to atak łabędzia broniącego swych młodych i próba zejścia do nieprzeciętnie niestabilnej jednostki - kajaka z pomostu zakończona zamoczeniem plecaka. Ale jak przygoda to przygoda, każdej chwili szkoda... cytując klasyka. ;;-)  Generalnie trasa łatwa i przyjemna. Żadnej ekstremy. I dobrze. Nie tego szukaliśmy. Chociaż to też pojęcie względne. Dla jednych to co ekstremalne to dla innych lajcik. 
Spływ był do Swornychgaci (jaka nazwa:-)). Skąd nie pamiętam. Jakoś tak wyszło. Nie mogę odtworzyć nazwy z pamięci a tras kajakowych w okolicy na mapie od groma. Wsiadamy w busa i wywożą nas na start. Powrót kajakiem do bazy. Można też odwrotnie. Czy warto? Warto.
Czy polecę organizatora? Nie. Dlaczego? Nie wiem... Tak jakoś nie przypadł mi do gustu i już. Wysłał nas na wodę bez map. Te są pewnie dla prawdziwych kajakowiczów. Szlaki nie są oznaczone. Żeby nie inni kajakowicze napotkani na drodze i tubylcy, moglibyśmy szukać co niektórych rzek do wieczora. Poza tym nie wiedzieliśmy jak rozłożyć czas. Przy pobieraniu opłat, pracownik sam nie wiedział ile ma od nas wziąć. Chyba myślał, że my to nie my, tylko ktoś inny. W restauracji firmowej w/w czekaliśmy chyba ze 20min. na obiad przy pustych stolikach. Jeśli chodzi o sprzęt to daje radę. Stopień zużycia oceniłbym na 30 - 40 procent. Nikomu nie polecam natomiast jedynki. Wywrotne toto, lata po wodzie jak przysłowiowy smród po gaciach. Zainteresowanym podam stronę internetową jak będą chcieli.
Kajaki to super sprawa na spędzenie wolnego czasu. Nam zajęło to prawie cały dzień.


poniedziałek, 9 lipca 2012

Poszukiwania zaginionej miejscowości. Wygoda.

Wygoda. Miejscowość, która teraz jest poligonem artyleryjskim.


Podobno był w tej miejscowości cmentarz, co zresztą wskazują stare przedwojenne mapy. Bezpośrednio w pobliżu tego miejsca znajdowała się chyba leśniczówka Wygoda lub Rukheide. Położenie tej osady łatwo określić na mapie. Ukształtowanie dróg pomimo rozjechania ich przez poligonowe maszyny wojenne pozostało do dzisiaj właściwie takie samo patrząc na google. Poniżej mapa z chyba 1923r. Strzałka wskazuje symbol cmentarza.


Tutaj lepiej widać: http://amzpbig.com/maps/3077_%281583%29_Podgorz_1940.jpg

http://wikimapia.org/#lat=52.9105321&lon=18.5444026&z=14&l=28&m=b a tutaj stan dzisiejszy.

No i jeszcze charakterystyczny staw Fryze w pobliżu (na tej mapie niewidoczny), do dzisiaj obecny pośród drzew, chociaż sam już pewnie zapomniał, że się kiedyś tak nazywał.
No to co rower między nogi i teorię przelewamy w pot. Czy jest tam jeszcze coś w ziemi co ostało się po dawnych mieszkańcach tych wiosek? Wątpię... Dzisiaj w miejscu gdzie na mapie napisano Wygoda, jest wielka równina nad którą latają pociski.
...................................................................................................................................................................

Dziękuję za poświęcony czas. Aby kontynuować przeglądanie starszych wpisów kliknij na link "starsze posty" lub wejdź w archiwum.