TAGI (szukasz postów powiązanych tematycznie tu je znajdziesz):

środa, 25 stycznia 2017

Edward Stachura wielkim poetą był.

Śladami Steda

(Publikacja: 25.10.2016 r.)

Pod tężniami w Ciechocinku. Jak widać na zdjęciu z sieci, poeta był całkiem sprawny fizycznie.
No tak. Zawsze się bałem, że to w końcu nastąpi. Odwlekałem pisanie o Edwardzie Stachurze na dni, kiedy nie będę miał już co pisać. Kiedy skończą mi się tematy do blogu. I boję się, że może to jest ta chwila?...

sobota, 31 grudnia 2016

Nowy Rok 2017

Kolejny rok za nami. Kolejny mój rok z Blogiem. Wszystkim stałym i nowym czytelnikom moich wypocin, życzę zdrowia i wielu ciekawych przedsięwzięć do realizacji oraz trochę kasy na ich spełnienie. Pozdrawiam.

piątek, 30 grudnia 2016

Ponad 10 000 wejść!



Zbliża się koniec roku a mój Blog ma ponad 10 000 wejść. To już liczba mieszkańców małego miasta :-) Pozdrawiam czytelników.

niedziela, 25 grudnia 2016

Święta 2016

Ciechocinek


Witam wszystkich nowych i starych czytelników mojego Blogu. W związku z tym, że rok 2016 dobiega już końca, mamy Święta i nadszedł ten moment, kiedy media cyfrowe schodzą na drugi plan a najważniejsze stają się nasze kontakty w realu. Życzę Wam wielu chwil spędzonych wspólnie z najbliższymi w zdrowiu. Niekoniecznie grając w Playstation. Pozdrawiam i zapraszam do czytania. 
Autor

wtorek, 20 grudnia 2016

Lądowisko UFO :-))) w Ciechocinku

(Publikacja: 20.12.2016 r.)

Obraz z Lidara

Patrząc na Ciechocinek z dużej wysokości. Chciałem powiedzieć; patrząc na Ciechocinek poprzez laserowe oko Lidara, w centrum miasta, prawie w samym jego środku można zauważyć pewien ciekawy obiekt. 
To okrągła konstrukcja z rozchodzącymi się promieniście od środka liniami prostymi. 
Cóż to takiego? Silos rakiety? Lądowisko UFO? Wylot szybu wentylacyjnego podziemnej fabryki?
No cóż. Niestety nie. 
Otóż wg posiadanych przeze mnie informacji, był to kiedyś zbiornik borowiny. W pobliżu są opuszczone budynki starych Łazienek.
Nie jest to może "znalezisko" sensacyjne, ale jednak całkiem ciekawe.
Betonowy zbiornik znajduje się jak wspomniałem przy budynku nieczynnych Łazienek na Armii Krajowej. Jest tak wkomponowany w teren i zamaskowany krzakami, że przechodząc obok niego myślimy że to po prostu jakiś parkan.
Pokusiłem się o zmierzenie wielkości obiektu. Taką opcję udostępnia Geoportal.
Otóż średnica koła w tym przypadku ma około 80 m.!
Tak sobie myślę. Może by zbiornik jakoś wykorzystać? Nie wiem, lodowisko? Fontanna? :-)Może i fantazjuję. Nie wiem co jest na dnie tego czegoś. Krzaki wszystko zakryły. Zresztą gdyby nawet to pewnie jak zwykle w takim przypadku. 
Nie wiadomo czyje. (Żule chyba wzięli obiekt we władanie, bo dużo flaszek i krzesełko znalazłem w kąciku). 
Nikt nie chce. 
Nie ma pieniędzy. Albo, do niczego się nie nadaje, tylko do zburzenia. 
Za małe miasteczko. Itp. Itd.  

piątek, 9 grudnia 2016

Kapliczka w Brudnowie


Kapliczka w Brudnowie. Jadąc trasą DK91 w kierunku Włocławka, trzeba zjechać w lewo na wiadukt nad autostradą. Po drodze, przy drodze natrafimy na kolejną kujawską kapliczkę w powiecie aleksandrowskim. Przypomina swym wyglądem te, które wcześniej zostały w blogu zamieszczone. Daty postawienia niestety na niej nie ma.
Na tablicy koślawy napis:  
"MATKO NIE OPUSZCZAJ NAS"

czwartek, 8 grudnia 2016

Czerwona fala w Toruniu.

Bieg Św. Mikołajów. 

START



4.12.2016 r. niedziela. Kolejna edycja Biegu Św. Mikołajów w Toruniu. Jesteśmy tam już z Żoną, drugi raz. Za pierwszym razem mieliśmy pozytywne odczucia bo organizator stanął na wysokości zadania i bieg dobrze się zapisał w naszej pamięci.
A jak było tym razem?
Trochę gorzej. Trasa została zmieniona i tak na dwa razy to wyszło. Wiem. O gustach się nie dyskutuje.
Generalnie, powiem krótko. Zaje... fajny medal. Było, minęło. Może trochę  za drogo.


poniedziałek, 5 grudnia 2016

Wzrost zainteresowania czy puste wejścia?

Prawie 9 000 wejść na Blog w listopadzie? WOW!!! Czemu sobie zawdzięczam takie zainteresowanie? Dzięki i pozdrawiam.😏

niedziela, 6 listopada 2016

Półmaraton zaliczony na Biegu Przemytnika

I edycja Biegu Przemytnika

W dniu 5.11.2016 r. w Aleksandrowie Kuj. odbył się I Bieg Przemytnika. Bieg przebiegał na dwóch dystansach. Półmaratonu i Ultramaratonu. Trasa została wytyczona na terenach toruńskiego poligonu. Miejsca na start i metę użyczyło miasto Aleksandrów Kuj. Muszę się pochwalić, że w tym biegu wystartowaliśmy i ja po raz pierwszy zaliczyłem dystans 21 km. W czasie ok. 2 godz. i 30 min. co uważam za osobisty sukces, zważywszy na to, że generalnie nie lubię biegać i nie przygotowywałem się jakoś specjalnie do tego biegu. Ale udało się i kto wie, może dzięki J. Galloway i jego metodzie biegania. Run-Walk-Run. Co w skrócie oznacza bieg, przeplatany przerwami na marsz.
Tyle o sobie. Teraz jak zwykle o organizacji biegu. Powiem krótko - SUPER!!!
Po pierwsze trasa. Bieg przełajowy. Piękne krajobrazy. Lasy. 
Pogoda, może nie była rewelacyjna, ale dała radę.
Po drugie nagrody. Super medale dla wszystkich i piękne nagrody za pierwsze miejsca.
Po trzecie poczęstunek. Najlepszy. Herbata, woda, drożdżówki, kiełbasa, sałatka.
Po trzecie, pakiet startowy. Średni, ale koszulka i torba pamiątkowa całkiem spoko.
Pozdrawiam i proszę o jeszcze w przyszłym roku, nawet gdybym nie startował.
A wracając do samego biegu. Trasa moim zdanie jak na centrum Polski, była dość trudna. Sporo wzniesień. Ale z tego nasze aleksandrowskie lasy słyną.
Podczas biegu towarzyszył mi jak zwykle Polar, dzięki któremu mogłem trochę rozplanować siły na trasie. 5 minut biegu, 1 marszu. Metoda sprawdziła się bo przed metą starczyło sił na finisz, bez zaorania nosem w beton.
Na trasie organizatorzy wymyślili ciekawą metodę sprawdzenia zawodników i utrzymania ich w ryzach trasy. Jako, że bieg odwoływał się do historii okolic i prowadził w ostępy, kiedyś będące granicą zaborów, każdy z biegaczy musiał do wyznaczonego punktu dostarczyć "przemyt" ze swoim numerem startowym. Może ze sportem i walką o czasy niewiele miało to wspólnego, ale akurat tutaj było to uzasadnione i ciekawe. Gratuluję temu kto na to wpadł.
I na tym koniec. ogólnie stwierdzam, że półmaraton nie jest taki zły a bieganie po lesie w trudnym terenie to świetny relaks, hmmm? ekstremalny? Polecam.
Dodam, że bieg rozpoczął się honorowym "przemarszem", biegiem, zawodników przez miasto, spod biura i miasteczka biegowego na linię startu. W trakcie którego towarzyszył nam honorowo Burmistrz Aleksandrowa Kuj. 
Dziękujemy organizatorom za opiekę i za bieg, który (a kilka już widziałem) był jedną z najlepszych, a kto wie czy nie najlepszą z odwiedzonych przeze mnie i moją Żonę imprez. Może będzie to kolejna "lokalna ciekawostka" godna zobaczenia w okolicy.
    

  

piątek, 28 października 2016

Dom wypoczynkowy "Mały Chemik" w Ciechocinku serdecznie zaprasza.

Szczypta kryptoreklamy... :-)

Ul. Widok 18 w Ciechocinku


Są takie miejsca, które darzymy ogromną sympatią i do których zawsze wracamy. W Ciechocinku przy ul. Widok jest takie miejsce, które także może na zawsze stać się miejscem odpoczynku na trasie Waszych krajowych wojaży. 
Pensjonat "Mały Chemik" znajduje się się z dala od głównych ciągów komunikacyjnych miasta, zwykle tak licznie obleganych przez turystów. Otoczony kwiatami, śpiewem ptaków. Na uboczu, ale blisko centrum 
ul. Zdrojowej. W sumie można powiedzieć, że głównej ulicy Ciechocinka.
Ciekawość i zainteresowanie wśród odwiedzających wzbudza nazwa obiektu: "Mały Chemik". Starsi pamiętający czasy PRL-u szybko wygrzebują z pamięci małą walizeczkę z chemikaliami do doświadczeń dla dzieci o ile dobrze pamiętam produkcji rosyjskiej o podobnej nazwie. Czyżby to na cześć tego ustrojstwa? :-) Wyjaśnienie zagadki jest dużo mniej romantyczne. Otóż budynek swego czasu zanim przeszedł w prywatne ręce stanowił część istniejącego do dzisiaj Sanatorium Chemik.
Zapraszamy do Ciechocinka.






Krzyż u wlotu ulicy Akacjowej.



Kolejny obiekt z cyklu postów o przydrożnych krzyżach, figurach i kapliczkach na Kujawach.
Krzyż ten znajduje się na końcu ulicy Akacjowej, jadąc z Aleksandrowa Kuj.

poniedziałek, 24 października 2016

czwartek, 20 października 2016

Bitwa pod Odolionem?! Zatopiony Moniuszko pod Bobrownikami.

Jak się okazuje w necie można znaleźć jeszcze wiele ciekawych informacji wartych zamieszczenia w moim blogu. A moje rodzinne strony mogą się pochwalić bardzo ciekawymi zdarzeniami z przeszłości i to o wiele bardziej godnymi uwiecznienia niż spotkanie dwóch cesarzy - okupantów na aleksandrowskim dworcu...

wtorek, 27 września 2016

Opowieści dziwnej treści czyli "Co to było "święto lasu"?

Wszelkie wydarzenia, miejscowości oraz nazwiska użyte w tej opowieści są pozmieniane. Wydarzenia tu opisane to kompilacja opowieści, własnych przeżyć autora i przede wszystkim plotek, mająca mniejsze lub zwykle większe odzwierciedlenie w rzeczywistości. Podczas pisania tej opowieści, nie ucierpiało żadne zwierzę. No może poza rybkami w akwarium, które jedzenie dostawały trochę później, niż zwykle. 

Link do opowiadania w formacie epub.


Wstęp.

- Tato... Co to jest święto lasu?
- Święto lasu? Hmm...?
To pewnie jakieś kolejne ustanowione w naszym państwie święto, o którym nikt nic nie wie, ale wszyscy się cieszą, bo będzie wolne.
- Ale tato. Na jednym z tych papierowych, starych zdjęć w albumie z tyłu, masz napisane „święto lasu”.
- To zdjęcia z wojska, mówiłeś przecież...
- Acha... No fakt. Teraz już wiem! Przypomniałem sobie. To było tak dawno... Widzisz synu...To było tak...

niedziela, 25 września 2016

Szukamy parawaniarzy.


Morze, nasze morze. Nasze poszukiwania słynnych parawaniarzy lub parawaningowców nad morzem zaczynamy na Przylądku Rozewie. Dookoła lasy, mało ludzi. Żeby dostać się na plażę, trzeba zejść z wysokiego klifu. Co prawda nie ma słońca, jednak podejrzewam, że nawet w pogodę nie ma tu za wiele ludzi. Sympatycznie. 
Brak słońca powoduje, że parawaniarze chowają się w swoich kwaterach. Parawaniarz to (cytując Wikipedię :-) takie stworzenie, które zawsze po plaży, porusza się z osobistym parawanem. 
Sam parawan to taka szmata, którą rozpina się na kilku kołkach. Oczywiście parawaniarz ma zawsze przy sobie osobisty paramłotek. Wykonany z drewna, który to jest specjalnie przystosowany konstrukcyjnie do wbijania kołków na plaży. Musi mieć taki rozmiar, żeby można było go użyć, nawet w przypadku nadużycia środków relaksujących w puszce i to przy wietrznej pogodzie. 
A do czego służy w/w parawan? Parawan plażowy to zmodyfikowana forma parawanu zwykłego. Udoskonalona technicznie, rozbudowana o kilka dodatkowych funkcji. 
Jedna z nich, to umożliwienie szybkiej aneksji kawałka plaży na własny użytek. Co bardziej zaawansowani w tej sztuce, potrafią zająć nawet kawałek morza.
Druga, to ochrona swoich rzeczy, przed dewastacyjnym działaniem potomstwa innych parawaniarzy.
Oczywiście parawany są w różnych rozmiarach. Większa szerokość czyli, co za tym idzie możliwość aneksji większego obszaru plaży, świadczy o statusie majątkowym jego właściciela.
Zwykle w miejscu ich działania pojawia się charakterystyczne stukanie. Jest to dźwięk, którym w/w zwołują się. 
Osobno, ale razem...
Podobno powstają już związki parawaniarskie oraz zawody w prawaningu. A lobby parawaningowe dąży do wejścia na olimpiadę. 
Na szczęście, samorządowcy nadmorscy powoli zaczynają zwalczać powyższy proceder. 
Mam nadzieję, że jeśli jeszcze kiedyś zjawię się na którejś z naszych popularnych plaż, aby powdychać zapach olejku do opalania, popływać pomiędzy rozlanymi na wodzie kałużami z rozpuszczonych kremów oraz poćwiczyć slalom pomiędzy pomiędzy zgromadzonymi tam tłumnie ludźmi. Nie będę musiał dodatkowo jeszcze ćwiczyć na torze przeszkód z porozwieszanych na półmetrowych palach, szmat.
Póki co, ratownik wywiesił blagą flagę. Niestety musiał poddać się. Trudno, jakby coś to czeka go niezły tor przeszkód...

piątek, 23 września 2016

Pomnik w Wagańcu.

Jeden pomnik, trzy zdarzenia.

(Publikacja: 22.09.2016)


Waganiec. Nieduża miejscowość w powiecie aleksandrowskim. Kiedyś był tu dworzec PKP i jeździła kolejka wąskotorowa. Dzisiaj pozostało po nich tylko wspomnienie. Owszem, budynek Dworca PKP stoi, ale pełni już inne funkcje.
Kiedy zapuścimy się na peron, natrafimy na stojący przy nim pomnik. Przy pomniku wartę pełnią dwie armaty przeciwlotnicze, o ile dobrze z wojska pamiętam S-60.
Na pomniku jedna główna tablica i kilka pomniejszych napisów. Fundatorzy tym jednym pomnikiem uczcili, jak czytamy kilka wydarzeń, które zdarzyły się w okolicy. No cóż, w porównaniu z tendencją co niektórych samorządów do zasypywania niektórych miejscowości, graniczącą ze zboczeniem liczbą tablic i pomników tutaj można by rzec, wręcz o przesadnej skromności. Napis na głównej tablicy głosi:
"Obrońców ojczyzny poległych 4.09.1939 r. poległych podczas bombardowania pociągów w Wagańcu i tych co życie oddali w walce 9 września w Zbrachlinie do grona swych najbliższych zaliczamy. L.C.Waganiec 1991 r."
Pozostałe zapisy:
" Bitwa w Zbrachlinie to największa walka na Kujawach w 1939 roku."

"Bombardowanie pociągów w Wagańcu to fragment największej bitwy lotników Armii Pomorze w roku 1939"
I to na razie wszystko, są tam jeszcze dwa napisy, ale tymi zajmę się później.

Na początek, odnajduję informacje na przedmiotowy temat w następującej publikacji.
Mirosław Krajewski. Kujawy Wschodnie i Ziemia Dobrzyńska w latach okupacji hitlerowskiej 1939-1945). Włocławek 2002
(Tak wiem, wiem kontrowersyjny dla niektórych autor, a przynajmniej jedna z jego prac, ale ja szukam źródeł wszędzie.)

W dniu 4.09. niemieckie samoloty zaatakowały ok. godz. 12:05 na Stacji Waganiec, stojący tam transport kolejowy Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu w składzie Armii "Pomorze". Śmierć poniosło 35 żołnierzy. Zostali pochowani na cmentarzu w Zbrachlinie.
Miało tam zginąć także 7 Niemców, których miejscowi Niemcy pochowali na cmentarzu w Józefowie.
Poległo tam kilkunastu żołnierzy, Wydziału Pomiarowego OSA z Torunia. 
Miejsce postoju transportu mieli zdradzić samolotom, miejscowi Niemcy. Po ataku 7 Niemców rozstrzelano, reszta uciekła nie przyznając się do zdrady.

9.09. w Zbrachlinie na wycofujących się polskich żołnierzy szosą, miała napaść grupa niemieckiej "V kolumny" a następnie zaatakował ich Wehrmacht. Zginęło tam 27 żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty.

Pewien znak zapytania przy czytaniu powyższej publikacji i zastanowienia się nad jej rzetelnością wprowadza, moim zdaniem jeden mały fragmencik. 
Autor, wspomina o jednym z żołnierzy, który miał zginąć; "przysypany piaskiem i tłuczniem wyrzuconym przez bombę pod mostem" Wraz z 17 żołnierzami WP miał zostać pochowany w Zbrachlinie. 
Przepraszam bardzo, ale w Wagańcu nie ma żadnego mostu. Nie rozumiem, też czy liczba 17 dotyczy żołnierzy ogólnie, czy Wydziału Pomiarowego, bo wcześnie autor podał, że na cmentarzu w Zbrachlinie pochowano 35! żołnierzy.
Idźmy dalej.
Tym razem natrafiam na artykuł Szymona Spandowskiego. Serdecznie pozdrawiam :-) 

Wg tego źródła, w Wagańcu stało 6 pociągów, między 8:30 a 10:00. Czytamy tam, iż w składach znajdowało się wielu rannych. Oraz, uwaga(!) Transporty nie miały obrony przeciwlotniczej, ani własnego lotnictwa!
Skąd więc zatem ten wpis na pomniku? 
"Bombardowanie pociągów w Wagańcu to fragment największej bitwy lotników Armii Pomorze w roku 1939".
O jakich lotnikach tu przepraszam mowa?! i o jakiej bitwie, bo ja mam wrażenie, że raczej mówimy o masakrze. 
Wpis ten potem Wam wyjaśnię, bo jak się okazuje jest jednak zgodny z prawdą. Uważam jednak, że dla kogoś nieuświadomionego, może być cokolwiek mylący. 
Około godziny 12:00 lotnictwo niemieckie zaatakowało transporty. Rozpoczęła się krwawa jatka...
Potwierdza się w cytowanym artykule, że w transporcie znajdowali się żołnierze Dywizjonu Pomiarów Artylerii z Rudaka.
Jednakże jeśli chodzi o liczbę 17, to wymienia się tam żołnierzy 27 Dywizji Piechoty w Armii "Pomorze". Którzy zginęli wraz ze swym jednym porucznikiem artylerzystą - to razem 18!
Mam nadzieję, że odezwą się osoby mające jakąś wiedzę o zdarzeniach z tego okresu oraz o ewentualnych znaleziskach w ziemi z okolic.
A teraz, problem bitwy lotników, czyli o co chodzi z wpisem na pomniku. 
Otóż, chodzi o to, że w czasie, kiedy doszło do ataku na stację Waganiec, pod Poczałkowem (powiat aleksandrowski) miały stacjonować samoloty 141 i 142 Eskadry Myśliwskiej, 4 Pułku Lotniczego, przemianowanego na III/4 Dywizjon Lotnictwa Armii Pomorze.
Ok. godziny 11.30 nad w/w przeleciały samoloty niemieckie. Miały to być; 24 Ju - 87 i 15 Me, Bf - 109 i 110. Ich celem był właśnie Waganiec. 
Polacy podjęli decyzję ataku na wracających z akcji Niemców.
Info ze strony Z. Sołtysińskiego: http://www.puszczyk.vgh.pl/readarticle.php?article_id=56)
Tak doszło do bitwy w powietrzu, nad Poczałkowem. Chociaż co do położenia polskiego lotniska to spotkałem się z informacjami wskazującymi na Seroczki. Ale o tym gdzie indziej.






      

czwartek, 22 września 2016

Po co jechać w te polskie Tatry?

Tatry 2016

Część 4.


Po co jechać w te polskie Tatry? Skoro można w słowackie.
Wystarczy przekroczyć na południu granicę i przed naszymi oczami roztacza się inny świat. Pierwsze co się rzuca w oczy to niewielka, w porównaniu do Polski, liczba turystów. Nic dziwnego. Jeśli łącznie Tatry zajmują 785 km kw., to na część polską z tego przypada, raptem 175 km kw.
Widać to także na szlakach. 
Drugie co nam od razu także rzuciło się w oczy to drogi. W dobrym stanie i bardzo szerokie. Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale ta część Słowacji w której byliśmy, pod tym względem nam zaimponowała. Rejon tzw. Smokowców. Miasteczek złożonych do kupy ze Starego Smokowca, Dolnego Smokowca, Nowego Smokowca i Górnego Smokowca.
Do tego wszystkiego było tam bardzo czysto.
Zdecydowanie polecam. Jeśli Tatry, to tylko na Słowację. 

Dziękuję za poświęcony czas. Aby kontynuować przeglądanie starszych wpisów kliknij na link "starsze posty" lub wejdź w archiwum.