TAGI (szukasz postów powiązanych tematycznie tu je znajdziesz):

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krajobraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krajobraz. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 sierpnia 2017

Barbarka

Polecam wypad do osady leśnej o nazwie Barbarka w Toruniu. Na miejscu znajdziemy przystanek rowerów miejskich. Przystanek autobusowy. Miejsca do grillowania. Jest też szkoła leśna dla dzieci.  Warto tam się wybrać z maluchami. Widzieliśmy trasy dla rowerów a nawet (chyba) jest tam wypożyczalnia. Chyba - bo kartka była, ale rowerów nie widziałem.
Sprawdzam na stronie internetowej - jest!
Na zdjęciu poniżej widać kapliczkę Św. Barbary, pochodzącą wg informacji z internetu z 1841 r. A przynajmniej w tym roku podjęto decyzję o jej wybudowaniu. Wcześniej już w tym miejscu stały tego typu budynki, ale były niszczone.
Przy kaplicy znajduje się niewielki cmentarz. A przy cmentarzu... park linowy. Hmm? No cóż, może to trochę dziwnie wygląda na pierwszy rzut oka, ale z czasem można się do tego pewnie przyzwyczaić.
I teraz trochę z mojego aleksandrowskiego podwórka. Kiedyś podobno były plany stworzenia w lasach aleksandrowskich terenów rekreacyjnych dla Torunia i okolic. Miał być basen nad Tążyną itp. Całkiem niedawno jeszcze, na końcu ulicy Narutowicza wybudowano ścieżkę przyrodniczą - Świerczynę. Niektórzy jeszcze pamiętają wiatę do ognisk, domki z ławkami. Niestety aleksandrowska patologia rozniosła w pył, w kilka lat infrastrukturę ścieżki. Władze miasta raczej chyba niespecjalnie przejmowały się jej losem a degradacja postępowała. Na jednej z oficjalnych stron samorządowych przez długi czas po całkowitej jej dewastacji, widniała jeszcze informacja prezentująca ją jako atrakcję miasta :-)))
No cóż nie da się inaczej. Nic nie jest wieczne. Jeśli coś wybudujemy to potem to trzeba konserwować. Co nam po nowoczesnym basenie jeśli potem zakręcamy w nim wodę z powodu oszczędności. Jeśli coś się popsuje, albo zniszczy to trzeba to potem naprawić. Jak to się mówi: mięsień nie używany z czasem zanika.
A wracając do Torunia. Polecam wypad na Barbarkę.
   
  




środa, 22 marca 2017

Otłoczyn - dwa cmentarze.

Na cmentarz w Otłoczynie łatwo trafić. Jedna prosta droga wzdłuż Wisły. Na cmentarz wchodzimy przez furtkę z ciekawą klamką.



czwartek, 26 stycznia 2017

Zderzyły się kiedyś dwa pociągi.

Ok. 7km. od Aleksandrowa Kuj. jest miejsce gdzie 19.08.1980r. zderzyły się ze sobą dwa pociągi: towarowy z osobowym. W tym czołowym zderzeniu zginęło 67 osób. 
Na miejsce katastrofy można dostać się z trasy E-1 albo z Aleksandrowa, rowerem jadąc leśnymi drogami przy torach PKP. Jednak na końcu obecnie jest teren budowy autostrady i trzeba trochę pokombinować, żeby dojechać do jedynki.

19.08.1980r. o godz. 4:20 towarowy 11599 stojący w Otłoczynie czekający na zezwolenie na przejazd, nagle ruszył... uszkodził zwrotnicę i wjechał na niewłaściwy tor. Do dzisiaj pozostaje tajemnicą dlaczego tak się stało. Prowadzone śledztwo tego nie wyjaśniło.
O 4:35 z Torunia tym samym torem nadjechał pociąg nr 5130 do Łodzi... Po drodze była Brzoza Toruńska.


niedziela, 25 września 2016

Szukamy parawaniarzy.


Morze, nasze morze. Nasze poszukiwania słynnych parawaniarzy lub parawaningowców nad morzem zaczynamy na Przylądku Rozewie. Dookoła lasy, mało ludzi. Żeby dostać się na plażę, trzeba zejść z wysokiego klifu. Co prawda nie ma słońca, jednak podejrzewam, że nawet w pogodę nie ma tu za wiele ludzi. Sympatycznie. 
Brak słońca powoduje, że parawaniarze chowają się w swoich kwaterach. Parawaniarz to (cytując Wikipedię :-) takie stworzenie, które zawsze po plaży, porusza się z osobistym parawanem. 
Sam parawan to taka szmata, którą rozpina się na kilku kołkach. Oczywiście parawaniarz ma zawsze przy sobie osobisty paramłotek. Wykonany z drewna, który to jest specjalnie przystosowany konstrukcyjnie do wbijania kołków na plaży. Musi mieć taki rozmiar, żeby można było go użyć, nawet w przypadku nadużycia środków relaksujących w puszce i to przy wietrznej pogodzie. 
A do czego służy w/w parawan? Parawan plażowy to zmodyfikowana forma parawanu zwykłego. Udoskonalona technicznie, rozbudowana o kilka dodatkowych funkcji. 
Jedna z nich, to umożliwienie szybkiej aneksji kawałka plaży na własny użytek. Co bardziej zaawansowani w tej sztuce, potrafią zająć nawet kawałek morza.
Druga, to ochrona swoich rzeczy, przed dewastacyjnym działaniem potomstwa innych parawaniarzy.
Oczywiście parawany są w różnych rozmiarach. Większa szerokość czyli, co za tym idzie możliwość aneksji większego obszaru plaży, świadczy o statusie majątkowym jego właściciela.
Zwykle w miejscu ich działania pojawia się charakterystyczne stukanie. Jest to dźwięk, którym w/w zwołują się. 
Osobno, ale razem...
Podobno powstają już związki parawaniarskie oraz zawody w prawaningu. A lobby parawaningowe dąży do wejścia na olimpiadę. 
Na szczęście, samorządowcy nadmorscy powoli zaczynają zwalczać powyższy proceder. 
Mam nadzieję, że jeśli jeszcze kiedyś zjawię się na którejś z naszych popularnych plaż, aby powdychać zapach olejku do opalania, popływać pomiędzy rozlanymi na wodzie kałużami z rozpuszczonych kremów oraz poćwiczyć slalom pomiędzy pomiędzy zgromadzonymi tam tłumnie ludźmi. Nie będę musiał dodatkowo jeszcze ćwiczyć na torze przeszkód z porozwieszanych na półmetrowych palach, szmat.
Póki co, ratownik wywiesił blagą flagę. Niestety musiał poddać się. Trudno, jakby coś to czeka go niezły tor przeszkód...

czwartek, 22 września 2016

Po co jechać w te polskie Tatry?

Tatry 2016

Część 4.


Po co jechać w te polskie Tatry? Skoro można w słowackie.
Wystarczy przekroczyć na południu granicę i przed naszymi oczami roztacza się inny świat. Pierwsze co się rzuca w oczy to niewielka, w porównaniu do Polski, liczba turystów. Nic dziwnego. Jeśli łącznie Tatry zajmują 785 km kw., to na część polską z tego przypada, raptem 175 km kw.
Widać to także na szlakach. 
Drugie co nam od razu także rzuciło się w oczy to drogi. W dobrym stanie i bardzo szerokie. Nie wiem czy tak jest wszędzie, ale ta część Słowacji w której byliśmy, pod tym względem nam zaimponowała. Rejon tzw. Smokowców. Miasteczek złożonych do kupy ze Starego Smokowca, Dolnego Smokowca, Nowego Smokowca i Górnego Smokowca.
Do tego wszystkiego było tam bardzo czysto.
Zdecydowanie polecam. Jeśli Tatry, to tylko na Słowację. 

Po co jechać w te polskie Tatry?

Tatry 2016

Część 3


W trzeciej części reportażu z Tatr dla odmiany nic nie napiszę, tylko wrzucę kilka zdjęć. Zdjęć z Doliny Chochołowskiej i Kościeliskiej, oraz z Czerwonych Wierchów.

wtorek, 20 września 2016

Po co jechać w te polskie Tatry?

Tatry 2016

Cz. 2


W pierwszej części relacji z wyprawy w polskie Tatry, ciężko Wam na pewno było doszukać się w mojej wypowiedzi pozytywnych aspektów takiego przedsięwzięcia.



Przejechałem się po tych naszych górach po całości, jak to mówią. Moja wypowiedź mogła by nawet zostać poczytana za prowokacyjną. No cóż, teraz więc coś dla wielbicieli Tatr, którym zresztą do niedawna jeszcze, także byłem.

piątek, 16 września 2016

Po co jechać w te polskie Tatry?

Tatry 2016

Część 1

Krzyż na Giewoncie.
No niby fajne widoki. Tylko, że jadąc tam kolejny raz i kolejny raz już wchodząc na szlaki, niczego nowego raczej tam nie zobaczysz. Przeładowane ludźmi trasy i miejsca. Kolejki oczekujących pod łańcuchami. 
Polskie Tatry w sierpniu. Drogo, drogo, wszędzie drogo i jeszcze raz drogo. Dobrze, że chociaż pogoda była, kiedy tam się wybraliśmy.
Zakopane - jedna wielka stolica tandety. Jarmark z pamiątkami i wesołe miasteczko u podnóża Tatr. Miało być regionalnie a jest globalnie.
Najgorsze chyba z tego wszystkiego (ale narzekam?!) było to debilne "dzień dobry" i "cześć" słyszane kilka razy na odległości
100 m.
Ludzie! Czy Wy naprawdę myślicie, że mówienie wszystkim mijanym turystom na szlaku "dzień dobry" to przejaw waszej grzeczności i hołd dla tradycji?
Nie, to przejaw Waszej głupoty. Owszem, może kiedyś, jeszcze kilka lat temu kiedy po górach chodziło mniej ludzi, miało to sens. 
A owszem! Ma to sens! W niepogodę! Kiedy pierwszego człowieka spotykasz nawet po kilku godzinach wędrowania. Tak, sam tego doświadczyłem. Jest to wtedy fajne.
Ale nie ma to żadnego sensu w godzinach szczytu w sezonie. Naprawdę nie ma co się wysilać!
To tak jak w naszej polskiej windzie. Czemu, każdy kto wsiada do jakiejś tam windy, w jakimś tam budynku, musi powiedzieć zgromadzonym tam ludziom "dzień dobry"? Czy idąc na mecz i wchodząc na trybunę też mówisz wszystkim dzień dobry?
Paranoja.
Na pierwszy ogień w mej fotograficznej relacji z gór idzie Giewont. Góra oblegana przez niedzielnych turystów w laczkach. Zastaniesz tam dzieci wciągane siłą przez rodziców na szczyt. Dwie, trzy osoby "wiszące" na jednym pasmie łańcucha. Wbrew wszystkim zasadom bezpieczeństwa w górach. Oraz debili schodzących z góry pod prąd. "Bo im się nie chce czekać!" Ci są chyba najlepsi. No przecież nie po to lazł tu taki kawał, żeby teraz czekać w kolejce na zejście! A co?! Zabroni mu ktoś?! Policja? Minister? On jest przecież obywatelem, któremu się wszystko należy! Żadnych obowiązków, same prawa.
W ogóle, to ja się pytam, dlaczego jeszcze pod Giewontem, nie ustawiono koszy na śmieci?! Tak... Też takie pytania słyszeliśmy.
Bo jak wniosłeś tu taki kawał, z takim poświęceniem cukierka w opakowaniu. To chyba nic Ci się nie stanie, jak na dół zniesiesz sam papierek?!
Chociaż, to może być dla Ciebie za trudne. Nieść taki kawał papierek.  Może faktycznie byłoby lepiej gdyby pod najważniejszymi szczytami ustawiono, specjalnie dla Ciebie automaty z batonami i puszką ożywczego płynu? I codziennie rano Pani z obsługi wlazła by tu, żeby te kosze opróżnić i naładować automaty. 
Co prawda, Ty nie przyszedłeś tu tak rano, ale na pewno o 6:00, po szlakach TPN przechodzi obsługa i zbiera po Tobie papierki i pety papierosowe. W ogóle Tatry ktoś zbudował przed wojną, żebyś Ty mógł tu przyjechać i sobie pozwiedzać. Tak, to taki "park miniatur" jak nad morzem, tylko większy...



Myślę, że gdzieś tutaj, dyrekcja TPN powinna postawić kosz na śmieci i automat z batonami.


czwartek, 21 lipca 2016

Ujęcie wody w Kuczku.


Wielokrotnie przejeżdżałem koło ujęcia wody w Kuczku. Krzyż przed bramą. Od frontu dość stary i charakterystyczny dom. Z tyłu, w tle na górze "wieża" przypominająca wieże ciśnień. Aż wreszcie postanowiłem wybrać się tam celowo, rowerem na mały rekonesans. Co zastałem to zaprezentuję. Ale najpierw kilka odnalezionych w necie zdjęć przedstawiających to miejsce kiedyś. A przynajmniej tak było napisane, że to Kuczek. Z tymi starymi fotografiami trzeba postępować oszczędnie i z umiarem bo nie zawsze dzisiejsza rzeczywistość odwzorowuje to co na zdjęciu a o pomyłkę nietrudno. I tworzą się kolejne mity.






Kuczek leży w powiecie aleksandrowskim. Niedaleko autostrady A1 pomiędzy Raciążkiem a oględnie mówiąc i nie wdając się w szczegóły, Aleksandrowem Kuj.
Znajduje się tam ujęcie wody dla miasta Ciechocinka. Znajduje się tam od lat wielu. Data na jednym z budynków wskazuje rok 1924.
Dla zainteresowanych aspektem fizycznym wycieczki zamieszczam mapkę z informacjami o trasie pokonanej rowerem. Trasa umiarkowanie ciężka bo prowadząca w połowie po asfalcie, w połowie w terenie. Komfortowy przejazd leśnymi drogami tylko na góralu.


wtorek, 12 lipca 2016

Czy to na pewno Aleksandrów Kuj.?


Co przedstawia ta ilustracja? Znowu ogłaszam konkurs. Co można wygrać? Na razie nic, ale znajdę sponsorów to będzie można wygrać wehikuł czasu.
Kolejne zdjęcie?... W sumie nie mam pojęcia jaką techniką została wykonana ta pocztówka. Grafika to czy fotografia? 
Kolejna pocztówka, która niby jest tym co ma przedstawiać, ale jakby coś w niej było nie tak. No bo niby to dworzec w Aleksandrowie Kuj., ale jak się bliżej przyjrzeć to widać różnice. Na początek specjalnie wrzucam tylko samą pocztówkę bez zdjęcia współczesnego, żeby zachęcić czytelników do analizy. Ja w każdym razie widzę tu coś czego nie powinno tu być. A przynajmniej tak mi się wydaje.

wtorek, 5 lipca 2016

Kapliczka w Chrustach.

(Publikacja 5.07.2016)


Kapliczek u nas dostatek. Tym razem rejon Chrustów. Pozornie niczym nie wyróżnia się od pozostałych. A jednak. Z przodu napis najzwyklejszy. 
"O Maryjo!
Bez grzechu poczęta
módl się za nami
którzy się do Ciebie uciekamy."

środa, 29 czerwca 2016

2 Bieg Czekoladowy na 5 km. w Poznaniu.


Tak się złożyło, że 24.06.2016 r. mieliśmy okazję startować w organizowanym w Poznaniu Biegu Czekoladowym. Bieg odbywał się na dystansie 5 km. Pech chciał, że akurat w tym dniu był straszliwy upał. Generalnie impreza została zorganizowana w miarę dobrze. Każdy z uczestników dostał fajny medal. Jednak mam parę uwag krytycznych do organizatorów.
Po pierwsze; kurtyna wodna na starcie została ustawiona za blisko linii startu. Czego efektem było bajoro w którym musieli brodzić uczestnicy biegu.
Po drugie; na mecie nie było praktycznie żadnej kontroli nad wydawaniem posiłków. Czego efektem było to, że nie dostaliśmy arbuza, ponieważ inni brali po kilka kawałków. (A przecież ja pojechałem tam głównie dla arbuza!). Niewiele brakowało a zabrakłoby by także dla wszystkich innych produktów. Niestety Polak jak dają to by wziął wszystko... Nikt nie odznaczał na kartkach z numerem startowym, że już pobrano poczęstunek czy medal. A było to przewidziane na druku z numerem.
Po trzecie; jeden automat, wydający kawę  w tempie 1 kubek/5 min. to trochę mało.
Porównując ten bieg do Run Toruń to jak ziemia i niebo.


czwartek, 9 czerwca 2016

Młyn Kuta (Otłoczyn) i okolica. Kaplica i wieża.


Budynki dawnego młyna obecnie gospodarstwo od prawego brzegu Tążyny. Obiekty bronione jak twierdza :-) Z jednej i drugiej strony mostki.
Rower to fajny wynalazek :-) Szczególne przydatny przy eksplorowaniu lokalnych ciekawostek.  Ładna pogoda. Ciepło. Dziś na celownik wziąłem Otłoczyn. Po prawej stronie trasy E1-75 leży sobie ta wioska. Od południa przepływa koło wioski rzeczka Tążyna. Na niej znajdują się budynki dawnego młyna. Młyn Kuta i okolice.

Dziękuję za poświęcony czas. Aby kontynuować przeglądanie starszych wpisów kliknij na link "starsze posty" lub wejdź w archiwum.