TAGI (szukasz postów powiązanych tematycznie tu je znajdziesz):

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieszawa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2017

Pomnik Józefa Piłsudskiego w Nieszawie

(Publikacja: 28.02.2017 r.)

Pomnik Józefa Piłsudskiego w Nieszawie powstał jak podają w 1921 r.




piątek, 24 lutego 2017

Kapliczka przydrożna przy wjeździe do Nieszawy.

(Publikacja: 24.02.2017 r.)


Kapliczka a właściwie figura Matki Boskiej na skrzyżowaniu ulic prowadzących w dół do Nieszawy, ulicą Mickiewicza od Raciążka. Żadnych napisów na budowli nie znalazłem.


czwartek, 23 lutego 2017

Kościół Ewangelików w Nieszawie.

(Publikacja: 23.02.2017 r.)

Pierwszy kurs do Nieszawy, szynobusu hybrydowego Nadwiślańskiej Kolejki Turystycznej, z ciechocińskiego dworca kolejowego odchodzi w lecie  o godzinie 8:00 rano. Baliśmy się z moim kolegą Piotrem, że się spóźnimy i będzie trzeba czekać na następny kurs ponad godzinę. Śniadanie w sanatorium trochę nam się przedłużyło a droga do dworca pieszo zajmowała prawie pół godziny. Żółte melexy pełniące w kurorcie rolę miejskiego transportu o tej porze dopiero zaczynały kursować. Na szczęście na dworzec dotarliśmy na czas. 
Szynobus NWT pomalowany w charakterystyczne jasno niebieskie kolory czekał na nas na bocznym torze ciechocińskiego dworca. Kiedyś jeździły nim wagony towarowe wożące transporty dla warzelni soli. Potem, kiedy transport kolejowy w Polsce przestał być opłacalny, pociągi przestały kursować i tor rozebrano. Obecnie po tej trasie porusza się szynobus. Wiele się zmieniło od czasu kiedy ostatni raz byliśmy tu z Piotrem. Prężnie rozwijający się Ciechocinek, stał się centrum administracyjnym powiatu. Co prawda jego siedziba nadal mieści się w Aleksandrowie Kuj. ale zmieniła się nazwa. Od niedawna jest to powiat ciechociński. Przeciwnicy tych zmian nadal twierdzą, że była to reforma bardziej medialnie niż merytorycznie uzasadniona, ale słychać również głosy, że pozytywny wizerunek rozwijającego się kurortu stał się przykładem dla pozostałych miejscowości. No cóż. Nie wiem czy tak jest faktycznie, ale znajomi mówią, że przynajmniej teraz tłumacząc gdzie leży ich powiat, nie muszą dodawać zwrotu; "tam gdzie jest Ciechocinek!"
Bilety na podróż kupiliśmy z automatu w szynobusie. Karta pobytu w sanatorium uprawniała nas do zniżki na przejazd. Świetne rozwiązanie. Dzięki temu małemu kartonikowi, który otrzymaliśmy na początku pobytu w sanatorium, mogliśmy korzystać z wielu ulg i zwolnień z opłat za atrakcje kulturalno-rozrywkowe w mieście i okolicy.
Ale dość tych nudnych gadek na tematy polityczne. Wracamy do naszej podróży. 
W szynobusie o tej porze dnia nie było wielu pasażerów. Miejsc siedzących pozostało wolnych jeszcze dużo. Wybraliśmy dwa z przodu pojazdu. 
Oczekiwanie na start umilał nam monitor, na którym przewodnik opisywał zalety pojazdu oraz prezentowano krótką charakterystykę regionu. 
Pojazd był czysty i nowoczesny. Czysty bo monitorowany przez kamery ochrony. I dodam jeszcze, że monitoring działał, co nie zawsze kiedyś było takie oczywiste. 
O godzinie 8:00 ruszyliśmy. Prezentacja w monitorze natychmiast przeszła w tryb podróży. Teraz skupiono się bardziej na opisie słownym tego co widać było przez szerokie panoramiczne okna.
Pojazd powoli zbliżył się do przejazdu przy rondzie Placu Gdańskiego. Powoli przeciął nitkę jezdni, zamkniętej teraz czerwonym światłem z sygnalizatora. Przejazd odbywał się przy akompaniamencie starego dzwonka tramwajowego ostrzegającego pieszych.
Wjechaliśmy w korytarz zieleni Parku Zdrojowego, po nasypie dawnej towarówki. Przez okna z prawej strony widać było pierwszych kuracjuszy, którzy rozpoczynali dzień porannym joggingiem po parku.
Nasz pojazd cicho szumiąc silnikiem elektrycznym, dotarł do ulicy Solnej tutaj zakręcił ostro przed warzelnią soli i zatrzymał się na pierwszym przystanku, przed lokalnym muzeum. 
Z prawej strony za oknami widać było jedną z atrakcji Parku Zdrojowego, Park Miniatur Zabytków Kujaw. 
Kiedyś w tym miejscu był dziki parking, ruina starej restauracji i wielka łąka. Dzisiaj to jedno z częściej obok aquaparku i odnowionego po latach niszczenia, zabytkowego basenu termalnego, odwiedzanych atrakcji Ciechocinka. Nie zapominając oczywiście o tężniach i przywróconej w ich pobliżu kilkukilometrowej ścieżce zdrowia, która teraz w okresie bumu na fit-życie, codziennie była oblegana przez ćwiczących.
Na przystanku dołączyła do nas rodzina z dwójką dzieci. Zapewne byli to turyści, którzy zajmowali jedną z pobliskich kwater prywatnych. 
Szynobus ruszył dalej. Za zakrętem ulicy Traugutta, minęliśmy przystanek na życzenie, przed drogą prowadzącą na Kępę Dzikowską. 
Nie zatrzymując się, pojazd wyjechał poza tereny zurbanizowane. Napęd prawie niezauważalnie przełączył się  na ekologiczny silnik spalinowy, o czym poinformowała nas przez głośnik, prowadząca pojazd kobieta i powoli zwiększał szybkość naszej podróży.
Kierowaliśmy się w rejon przystani rzecznej na Wiśle i plaży miejskiej.
Zatrzymaliśmy się wreszcie w pobliżu wału przeciwpowodziowego, którym poprowadzono malowniczą trasę spacerową. Kilkoro pasażerów opuściło nasz "pociąg" i udało  się na plażę miejską. 
Zwykle w dni słoneczne oblegana przez zwolenników kąpieli słonecznych, teraz jeszcze była pusta i cicha. 
My ruszyliśmy dalej. Teraz jechaliśmy malowniczą trasą wzdłuż rzeki Wisły w kierunku ostatecznego celu naszej wyprawy, miasta Nieszawy.
Po drodze jednak mieliśmy zobaczyć jeszcze jedną atrakcję regionu, nowo powstałą tamę czyli tzw. stopień wodny na Wiśle. 
Szeroka betonowa "brama" wodna na rzece, była widoczna już z daleka. W końcu przejechaliśmy pod wiaduktem szosy Lipno - Raciążek i zatrzymaliśmy się na tzw. przystanku widokowym. 
Postój trwał tu 20 minut a dla podróżnych przygotowano schody prowadzące bezpośrednio na punkt widokowy. Kto chciał mógł zwiedzić obiekt i zostać tam dłużej. Transport powrotny zapewniał ten sam szynobus, jadący z powrotem, z Nieszawy. 
Przed nami rozciągał się teraz widok na szeroko rozlany błękit niewielkiego, ale malowniczego; tzw. Zalewu Nieszawskiego. Co prawda tama powstała w Siarzewie, jednak mianowanie nowo powstałego zbiornika wodnego siarzewskim, nie przypadło nikomu do gustu. Nie był to co prawda tak znaczący akwen jak ten za starą tamą we Włocławku, ale walory rekreacyjne posiadał, co od razu dało się zauważyć. Na błękitnej powierzchni wody widać był liczne żagle jachtów. 
Wreszcie nasza podróż dobiegła końca. Dotarliśmy do granic Nieszawy. 
Już z daleka w oddali widać było wieże trzech budowli sakralnych. 
Pierwsza, to wieża zabytkowego kościoła katolickiego. 
Druga wystawała z dachu dawnego klasztorka. 
I wreszcie trzecia, górująca nad dachem odbudowanego kościoła ewangelickiego.
Tak, zgadza się. Nie pomyliłem się. Kościół został odtworzony w oryginalnych rozmiarach na podstawie zachowanej dokumentacji. Była to jednak rekonstrukcja ogólna raczej, niż szczegółowa. Zachowano co prawda zewnętrzny, historyczny wizerunek budowli, ale wnętrze ma już wystrój współczesny.
Zresztą pomysł sam w sobie, o tyle ciekawy co kontrowersyjny. Swego czasu, rozgorzał w mediach regionalnych, sporem zwolenników i przeciwników pomysłu budowy, rozważających wszelkie argumenty za i przeciw.
Ostatecznie jednak obiekt stoi i jest dzisiaj Regionalnym Centrum Kulturalnym. Poza tym, pełni także rolę dworca Nadwiślańskiej Kolejki Turystycznej. Przed budynkiem zorganizowano w miejscu gdzie dawniej znajdowało się zaplecze i plebania kościoła, stację przesiadkową. Stąd pasażerowie mogli udać się na zwiedzanie miasteczka, albo ruszyć dalej, brzegiem Wisły w kierunku Włocławka.
My zakończyliśmy jazdę i ruszyliśmy zwiedzać Nieszawę.
Kiedyś obskurna i zrujnowana, dzisiaj kwitnąca i tryskająca energią. Niegdyś, bliska utraty praw miejskich, dzisiaj przeżywająca rozkwit. Jakże miło było przespacerować się uliczkami, między odnowionymi bądź nawet odbudowanymi domami. Wszędzie oczy nasze pieściły kolorowe barwy ścian i zieleń roślin.
Kolorytu i ekscentryczności dodawały temu miejscu, licznie postawione rzeźby przedstawiające oryginalnej wielkości bohaterów kręconego niegdyś w Nieszawie filmu pt. "Wiosna Panie Sierżancie".
Szliśmy ulicą 3 - go Maja, dawniej ironicznie nazywaną przez złośliwych Sezamkową, dzisiaj będącą szlakiem znanych osób, które odwiedzały miasto i pozostawiły tu w naściennych tablicach, wierne odlewy swych twarzy. Po zejściu nad brzeg Wisły w miejscu dawnej przystani promowej, ujrzeliśmy zorganizowaną tu teraz przystań dla statków wycieczkowych i jachtów.
Stary, wysłużony prom, będący jeszcze do niedawna symbolem miasta, obecnie woził już tylko turystów po zalewie. Tuż obok zaparkował na stałe inny, przywieziony gdzieś z Polski, mniejszy prom, obecnie pełniący rolę kawiarni.
Ech zmieniła się Nieszawa od czasu naszej ostatniej tutaj wizyty. W mieście powstało kilka pensjonatów. Mieszkańcy masowo zamieniają swe stare domy na odnowione, stylowe ale nowoczesne kwatery pod wynajem dla bogatych turystów. Sami natomiast wyprowadzają się do góry poza miasto, gdzie budowane jest nowoczesne osiedle.      
Odkąd powstała nowa zapora na Wiśle, inwestorzy masowo rzucili się na te biedne kujawskie tereny. Na wzgórzach, w rejonie Raciążka i Przypustu powstały ośrodki parolotniowe i narciarskie. Pobudowano hotele i wyciągi. 
Jeden z tych obiektów umiejscowiony w Przypuście,  zasługuje na szczególna uwagę ze względu na swe położenie przy korycie Wisły. Przed startującymi w lecie parolotniarzami a w zimie zjeżdżającymi w dół narciarzami w kierunku rzeki, otwiera się ogromna panorama, która zapiera dech w piersiach, jak mówią.
Pogoda dopisuje. Idziemy z Piotrem brzegiem Zalewu Nieszawskiego po bulwarze. Wreszcie docieramy do kąpieliska miejskiego. Pora wczesna i w wodzie nie ma jeszcze zbyt wielu amatorów kąpieli.
Korzystamy z okazji i wchodzimy do wody. Nurt jest tutaj niewielki bo ograniczony betonową główką - molem, ale woda zimna. Moim ciałem po zanurzeniu głowy w wodzie, wstrząsa nagły dreszcz. Pomimo tego, że woda na stojąco nie sięga mi tu nawet do klatki piersiowej, nie mogę się wynurzyć. Staram się nie wpaść w panikę. Jednak mam wrażenie, że poziom wody podnosi się. Odwracam się w kierunku brzegu. Kilka razy zachłystuję się wodą, kiedy próbuję odbić się od dna, żeby złapać trochę ożywczego tlenu w usta. Czuję jak woda dostaje się do nosa, wywołując w nim uczucie jak po uderzeniu rękawicą bokserską. Gdzie jest Piotr? Dlaczego mi nie pomaga? Chcę krzyczeć, ale głos więźnie mi w gardle. Nagle w oddali słyszę coraz głośniejszy gwizd.
Gwizdek policyjny! Niemożliwe, policjanci teraz nie używają gwizdków.
Ratownik!? Tak. To na pewno ratownik. Gwizdek jest coraz głośniejszy. Narasta mi w uszach jak gwizd lokomotywy na peronie. Przebija się przez wodę i uderza gwałtownie w moje uszy.
Duszę się! Woda zalewa mi płuca.
Przez złowrogi bulgot kipieli dociera do mojej głowy jakiś złowrogi i niezrozumiały głos.
- Paw..! Wy.. t.. cho..r..y ...dzik! 
I z...mi... tą po...k... z ...rzy!
Czuję, że ktoś chyba wyciąga mnie z wody.
A więc to jednak ratunek!
Ponownie słyszę głos w mojej głowie. Teraz jest wyraźny i zrozumiały.
- Paweł! Wyłącz ten cholerny budzik! 
I zdejmij tą poduszkę z twarzy! 
Bo się udusisz!
Matylda moja Żona, szarpała mnie z ramię.
- No co. Śniło mi się, że się topię!
- Mówiłam Ci, żebyś nie pił piwa pod prysznicem?

Tyle o tym co mogłoby być. Teraz o tym co było.
Rzecz o nieistniejącym kościele ewangelickim w Nieszawie.     
    


Tutaj wg posiadanym przeze mnie informacji jest pozostałość po zabudowie przykościelnej.


Prywatna posesja z pozostałościami po kościele.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Dawna synagoga w Nieszawie


(Publikacja na blogu – 27.01.2015 r.)


Zwykle tworzenie postów o lokalnych ciekawostkach na blogu zaczynam od wizyty w terenie i zamieszczam w nich zdjęcia ukazujące jak dzisiaj prezentują się odwiedzane przeze mnie miejsca. W tym przypadku jest inaczej. Najpierw ...kiedyś…, potem …dzisiaj…
Nieszawa to ciekawe miejsce. Na bardzo małej przestrzeni zajmowanej przez miasteczko zgromadzono wiele interesujących dla poszukiwacza lokalnych ciekawostek i historii rzeczy.
synagoga_w_nieszawie


Synagoga w Nieszawie jak większość budowli żydowskich uległa zniszczeniu. Obecnie w tym miejscu znajduje się teren prywatnej działki. Jednak jest jeszcze coś co pozostało po dawnych czasach. Ogrodzenie, które znajdujemy na miejscu zdaje się być we fragmentach tym ze zdjęcia powyżej.




czwartek, 20 października 2016

Bitwa pod Odolionem?! Zatopiony Moniuszko pod Bobrownikami.

Jak się okazuje w necie można znaleźć jeszcze wiele ciekawych informacji wartych zamieszczenia w moim blogu. A moje rodzinne strony mogą się pochwalić bardzo ciekawymi zdarzeniami z przeszłości i to o wiele bardziej godnymi uwiecznienia niż spotkanie dwóch cesarzy - okupantów na aleksandrowskim dworcu...

poniedziałek, 27 lipca 2015

Wiosna Panie Sierżancie cz. 1.

Ratusz

(Publikacja na blogu: 27.07.2015 r.)

Zdjęcie 3 (2015-02-03 11-25)

Są takie osoby, które nie znają tego miasta. Są takie osoby, które nie znają tej produkcji. Są takie osoby, które znają film, ale nie wiedzą gdzie był kręcony. Film ten to “Wiosna Panie Sierżancie” w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego.

poniedziałek, 18 maja 2015

Kościółek w Przypuście

(Publikacja na blogu: 18.05.2015 r.)

F1000012

W niedalekim sąsiedztwie Nieszawy na terenie miejscowości Przypust, na malowniczych wzgórzach górujących nad płynąca w dole Wisłą, stoi drewniany kościółek  przeniesiony tutaj przed rokiem 1779 (jak podają niektóre źródła) z Nowogrodu koło Lipna.  http://www.parafia-nieszawa.pl/kosciolnaprzypuscie.php. Stoi on w miejscu wczesnośredniowiecznego grodziska wyżynnego. Kościół p.w. ś. Stanisława i Marii Magdaleny w Przypuście został prawdopodobnie postawiony w XXVII w. Warto go obejrzeć przy okazji zwiedzania np. Ciechocinka. Niestety a właściwie “stety” budowla jest poddawana gruntownemu remontowi (wreszcie!) i zwiedzanie go w chwili obecnej nie ma sensu. Można by rzec, że w Przypuście właściwie budują od nowa stary kościół.

sobota, 20 grudnia 2014

Co Nieszawa ma wspólnego z podbojem kosmosu?

(Publikacja na blogu 20.12.2014 r.)

Co wspólnego może mieć małe zapomniane przez Boga, rząd i ludzi miasteczko, położone nad Wisłą w powiecie aleksandrowskim z produkcją rakiet? Wydaje się, że nic. A jednak…
Otóż otrzymałem wskazówkę świadczącą o tym, że Nieszawa była miejscem urodzin Jerzego Haraźnego. A właściwie doc. mgr inż. Jerzego Haraźnego. Chociaż właściwie to nie wiem czy powinienem odmieniać wymowę tego nazwiska. Może powinno być: Jerzego Haraźny? Może i tak, ale po mojemu brzmiałoby to dziwnie. A wracając do tematu. Doc. mgr inż. Jerzy Haraźny wg. dostępnych mi źródeł miał urodzić się w 1920 r. i miało to mieć miejsce, jak napisałem na wstępie w Nieszawie. Nieszawa w Polsce generalnie jest chyba tylko jedna. Nie słyszałem, żeby w Polsce była jeszcze jakaś inna miejscowość o takiej nazwie.
No dobrze, ale w takim razie kim był doc. mgr inż. J. Haraźny, że znalazł się na moim blogu? Otóż Pan ten był głównym konstruktorem polskich rakiet w okresie PRL-u.  Między innymi pracował on nad rakietą Meteor 2K, która była wg artykułu Jerzego Matusiaka; największą i najbardziej zaawansowaną technicznie polską rakietą badawczą. Próby nad tą rakietą były prowadzone w tajnym ośrodku nad jeziorem Łebsko. Stacja Sondażu Rakietowego była polskim Cape Canaveral. W roku 1970 dwie takie rakiety wzleciały na wysokość 100 km. nad ziemię i przekroczyły próg kosmosu. Niestety za przyczyną zazdrosnego Wielkiego Brata ze wschodu w 1974 r. zakończono eksperymenty a nasze odkrycia i technologie zostały przejęte przez zaprzyjaźnionych naukowców z ZSRR i NRD. (www.uwazamrze.pl/artykul/993201/towarzysz-wieslaw-podbija-kosmos). Wg artykułu Tomasza Augustyniaka o Programie Meteor, była jeszcze jedna przyczyna zakończenia prac.
“Oprócz przyczyn geopolitycznych był jeszcze inny powód, dla którego program rakietowy wylądował na śmietniku. W 1968 Jerzy Haraźny zaczął promować osiągnięcia zespołu.
- Zdjęcie klauzuli tajemnicy i zbytnie chwalenie się sukcesami mogło mu zaszkodzić – twierdzi Wiktor Kobyliński i pokazuje stary numer biuletynu wydawanego przez Instytut Lotnictwa. Z okładki uśmiecha się czarnowłosa modelka w bikini, stojąca na wyrzutni przed rakietą. Często pojawiający się w mediach rakietowcy, którzy odważnie promowali swoje prace musieli być solą w oku niektórym kolegom. To zawiść mogła przypieczętować los zespołu, który być może dałoby się jeszcze uratować. Ostatnią rakietą, która wzbiła się w powietrze z Łeby był Meteor-3E, wystrzelony 6 czerwca 1974 roku. Następnego dnia pracownicy zdemontowali stanowiska startowe, spalili cały zapas paliwa i zakonserwowali urządzenia. Nigdy więcej nie wrócili do Łeby.” (http://tomaszaugustyniak.wordpress.com/2013/04/09/program-meteor/).
Poniżej zdjęcia pozyskane od zaprzyjaźnionego czytelnika a czasem krytyka moich artykułów. Generalnie ten post kojarzy mi się z tzw. polskimi akcentami na zawodach sportowych. Czyli; …na olimpiadzie wystąpił “polski akcent” – sędzia liniowy jest z pochodzenia Polakiem… No cóż, skoro zawodnicy się na olimpiadę nie dostali to chociaż z sędziego bądźmy dumni. Pan Jerzy Haraźny urodził się w Nieszawie i mieszkał w niej – jak czytamy w podpisie pod zdjęciem… około trzy! lata. Uśmiech
Raczej niewiele, żeby to mogło mieć jakiś wpływ na jego działalność czy wywoływać wspomnienia z dzieciństwa. A i chwalić się miasto raczej nie ma czym w tym przypadku.  A jednak. Dlaczego więc pisze o tym? No cóż. Z punktu widzenia tropicieli lokalnych ciekawostek, może to być inspirująca wyobraźnię informacja a może i przyczynek do dalszych poszukiwań. Jestem ciekaw czy w Nieszawie mieszkają jeszcze osoby pamiętające rodzinę bohatera postu. A może żyją tam jeszcze członkowie rodziny Pana Jerzego? Nie sądzę, żeby trzeba było od razu fundować w Nieszawie, kolejną tablicę upamiętniającą jakiś dom w którym urodził się Jerzy Haraźny. Tym bardziej, że tego typu tablic w tym miasteczku nie brakuje. Ale może warto o tym porozmawiać…
 DSCF9523

sobota, 15 listopada 2014

Można, czy nie można? Oto jest pytanie...

Można po tym czymś jechać samochodem czy nie? Ruch dwustronny, linia ciągła. Ścieżka rowerowa w Nieszawie pojawia się nagle na ulicy Noakowskiego. Skrzyżowanie na poniższym zdjęciu to fragment tego ustrojstwa. Widoczny znak informacyjny - droga dla rowerów. Tylko co ma zrobić kierowca samochodu wyjeżdżający z ulicy po lewej stronie (Krzywdów i Bieńków) i skręcający w lewo (na zdjęciu prosto). Nagle na drodze pojawia się linia cięgła i znak droga dla rowerów. Pobocze...? Nie, droga dla rowerów. A kierowca, który wyjeżdża z prawej na zdjęciu? Przy skręcie w  prawo ma to samo. Jak droga rowerowa i linia to chyba trzeba zjechać na lewą stronę jezdni żeby uniknąć kolizji z rowerzystą. Tylko, że tu z przeciwka może nadjeżdżać inny pojazd bo to ulica dwukierunkowa. dodam, że zdjęcie robiłem z miejsca po którym także ruch przebiega dwustronnie. Cytując klasyka powiadam; nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Może ktoś zna odpowiedź na to czy oznakowanie jest prawidłowe czy też nie. Ja niestety nie znam odpowiedzi. Jednak wszystkie znaki oraz przeprowadzone konsultacje wskazują, że to kolejny odcinek dziwnie oznakowanych dróg rowerowych w powiecie.
Tutaj w Google można sobie "pojechać" po tej drodze prawie na żywo. Zapraszam... :-) Tutaj jest przynajmniej bezpiecznie w przeciwieństwie do reala.
https://www.google.pl/maps/@52.8355754,18.9016034,3a,75y,345.33h,71.23t/data=!3m4!1e1!3m2!1sMUKuDAMD67U_7_Npmythbw!2e0?hl=pl




niedziela, 20 lipca 2014

Nieszawa herbu Wisła.


Nieszawa to fascynujące miejsce. Temat do rozważań dla socjologa i śmiem twierdzić, że niejedna praca magisterska mogłaby powstać w tym miejscu. Tutaj czas zatrzymał się w miejscu. Od filmu Wiosna Panie sierżancie do dzisiaj niewiele się zmieniło. Może ruder przybyło. Ostrzeżenie: "grozi zawaleniem!" mogłoby się znaleźć na białej tablicy na granicy miasta. 

sobota, 19 lipca 2014

Kościół Św. Jadwigi w Nieszawie. Tajemnicze kule w ścianach.



Kościół w Nieszawie wart jest obejrzenia. Ciekawostką są widoczne wbite w ściany budowli kamienne kule. Na pewno nie są to bile bilardowe ani kulki od tzw. Tiktaka (zabawka z lat 80-tych zeszłego wieku). Nie są to też kulki, które można kupić w seks-shopie, których nazwy ze względów oczywistych tu nie wymienię. Wg Wikipedii są to pociski bombard z potopu szwedzkiego. Niestety nigdzie w internecie na poważnych stronach poświęconych zabytkom, potwierdzenia tej informacji nie znalazłem. Kule widać, ale nigdzie o tym nie można przeczytać. Wszędzie tylko suche informacje. Daty itp. 

Miejsca zbrodni kryminalnej. Aleksandrów Kuj., Nieszawa.



Dzisiaj młyn parowy przy ulicy Wojska Polskiego w Aleksandrowie Kuj. to miejsce, które powoli znika z krajobrazu miasta. Dzisiaj trudno już nawet mając sporą wyobraźnię odtworzyć oryginalny wygląd tego miejsca. Młyn straszy dziś ruinami ścian, równie pięknymi co psychodeliczne mordy autorstwa lokalnego graficiarza nabazgrane na ich powierzchni. Zapewne za kilka lat ruiny młyna znikną zupełnie z powierzchni ziemi. Wtedy historia z nim związana będzie żyć już tylko w paru zachowanych starych zdjęciach i opracowaniach historyków. Chociaż historia tego młyna raczej nie należy do tych, o których się często pisze. Dlaczego? Bo tragiczna... 

sobota, 21 czerwca 2014

Boże Ciało

Jest w Nieszawie straż ogniowa. A kiedy nadchodzi Boże Ciało to ta straż na placu stawia wóz i w centrum miasteczka wyrasta taka oto konstrukcja. Jednym  się spodoba innym nie. Kwestia gustu.

poniedziałek, 12 września 2011

Na promie w Nieszawie i przy fontannie w Ciechu.

Letnia wyprawa we wrześniu do Nieszawy w niedzielę. W celu nijakim. Generalnie relaksacyjno - uzdrowiskowym. Upał spory. Fajnie.
 Od Ciechocinka do Nieszawy wyłożono już prawie w całości ścieżkę rowerową. Widziałem na niej jedną niedużą rolkarkę. Nieszawa to miasto z którym nie wiążą mnie miłe wspomnienia i nigdy nie będę darzył sympatią tego miasta, ale raz kiedyś można się tam wybrać.
To bardzo specyficzny twór i myślę, że ciekawy obiekt do badań dla socjologa :-))))) Generalnie to radochę wszystkim sprawia prom, który nie wiem jakim cudem nadal chodzi po Wiśle. Stanowi to dla mnie zagadkę, którą może kiedyś rozwiążę.
W każdym razie czas tutaj cofa się w tył znacząco. Ludzie których przewozi prom znikają w niejasnych okolicznościach w czeluściach pobliskiego lasu. Na przyjezdnych czyhają na rynku twarzowi rozbójnicy grabiący tychże z drobnych. Drobne te później wymieniane są na wykwintne trunki typowo zbójeckie. Wino marki Wino itp.
Od czasu do czasu Nieszawę nawiedza jakaś afera gospodarcza, która sławi miasto w mediach. A prom dalej se pływa...
Zastanawiam się czy nie dałoby się go wykorzystać do nowego filmu - Rejs 2 czyli nieszawskie impresje muzyczne. Podczas koncertu muzyki poważnej na wodzie prom nagle zrywa się z uwięzi. Prąd ciągnie zalęknioną orkiestrę bez załogi w dół rzeki do Gdańska. Zdesperowana orkiestra robi to co umie czyli zaczyna grać... Ciąg dalszy nie nastąpi! Che che che...

Dziękuję za poświęcony czas. Aby kontynuować przeglądanie starszych wpisów kliknij na link "starsze posty" lub wejdź w archiwum.